Wstałam z mocnym bólem głowy. Poczułam czyjąś rękę na swojej talii obróciłam się i zobaczyłam śpiącego Justina wtulonego w moją szyje. Zachichotałam zostawiając pocałunek na jego czole. Delikatnie odsunęłam jego rękę z moje talii i jak najciszej potrafiłam próbowałam wyjść z pokoju i pójść do łazienki. Wyszłam na korytarz i szybkim krokiem ruszyłam w stronę łazienki. Załatwiłam swoje potrzeby fizjologiczne i wróciłam na pokoju.
Zamknęłam drzwi i lekko się wzdrygnęłam, gdy przede mną stanął blondyn.
-Cześć.-powiedziałam machając delikatnie dłonią.
-Gdzie byłaś?-spytał przyciągając mnie bliżej swojego ciała. -Nie lubię się budzić bez ciebie obok.-szepnął mi do ucha. Po czym ucałował zagięcie jej szyi co sprawiło, że cicho jęknęła.
-Była w toalecie.- zachichotałam, gdy poczułam jego dłoń na moich bokach. Justin podniósł głowę i cwaniacki uśmieszek pojawił się na jego twarzy.
-Ty masz łaskotki.- stwierdził prowadząc mnie w stronę łóżka. Mogłam powiedzieć, że miałam okropne łaskotki. To była moja pięta Achillesa. I nie chciałam, aby Justin użył jej przeciwko mnie. Przecież mógł chcieć doznać rozkoszy ze mną w roli głównej i co wtedy? Zaczął by mnie łaskotać, a ja by się poddała? To głupie, ale prawdziwe.
-Umm... Co ty robisz?- spytałam gorączkowo, kiedy Justin upadł razem ze mną na łóżko. On tylko się zaśmiał i zaczął mnie łaskotać.
-Będziesz grzeczna?-spytał łaskocząc mnie we wszystkie możliwe miejsca. Zaśmiałam się w niebo głosy.
-Jus..Justin! Przestać!- wy piszczałam pomiędzy śmiechem, a łapanym powietrzem. Justin odczepił ode mnie ręce pochylając się nad mną i zostawił pocałunek na moim nosie.
Wstał ze mnie i założył swoją bluzkę, która wczoraj była cała mokra od mojego wodospadu łez. Westchnęłam wyciągając ubrania z mojej torby. Mieliśmy wtorek, ale było to jakieś święto więc mieliśmy wolne od szkoły. Cieszyłam się niezmiernie chociaż z 24 godzin wolnego. Mogłam iść na pizze ze znajomymi, albo na małe zakupy. Weszłam do łazienki i wyciągnęłam swoją kosmetyczkę z torby.
-Nie robiliście nic na moim łóżku prawda?- usłyszałam delikatny głos, który mógł należeć tylko do jednej osoby.
-Tylko spaliśmy.- odrzekłam kończąc makijaż. Niebiesko oka tylko wypuściła głośno powietrze i przetarła teatralnie czoło jakby czym się zmęczyła.
-To dobrze, bo spaliście pod moją ulubioną pościelą.- odarła się o framugę drzwi.
-Nie martw się nie jestem łatwa. Nie dam mu satysfakcji i nie pójdę z nim do łóżka. Za bardzo nienawidzę mężczyzn, żeby z nim to zrobić.-odpowiedziałam wzdychając. Spojrzałam w lustro i nie nawiedziłam tego co widziałam. Przez pieprzone siedemnaście lat musiałam użerać się z ojcem pijusem. Nie nawiedziłam siebie za to, że pozwalałam mu bezkarnie mnie bić. Nikt nie wie jaka jestem na prawdę i chyba raczej się nie dowie. Nigdy w życiu nie miałam przyjaciół, bo w moim mieście poszczekali mnie jako córkę pijaka Freda. Przez wiele lat śmiali się ze mnie i mnie obrażali. Nikt nie wiedział jak bardzo przez to cierpiałam.
-Hallo ziemia do Melanie!- karmelowo włosa machnęła mi przed twarzą ręką.-Słuchałaś mnie? - spytała, a ja tylko przecząco pomachałam głową.
-Przepraszam odpłynęłam.- oparłam się o szafkę i westchnęłam.
-Chcesz pogadać?- spytała mnie Rose z opiekuńczym tonem. Nie wiem czy byłam w stanie jej opowiedzieć o wszystkim. Ale w sumie jest to dla mnie zbyt ciężkie brzemię, które dźwigam już od wielu lat.
-Obiecaj, że to zostanie między nami.- założyłam ręce na piersi i spojrzałam na Rose. Ona zrobiła to co w szkole, kiedy przysięgała.
Zamknęła drzwi od pokoju, aby nikt nam nie przeszkadzał. Usiadłyśmy na łóżku Rose, a ja nerwowo bawiłam się palcami.
-Możesz mówić.- dziewczyna potarła moją dłoń w geście, który miał mi chyba pomóc.
-Może zacznę od tego dla czego się tu przeprowadziłam...- urwałam, ale Rose mi nie przerwała, nie machała ręką bym kontynuowała, tylko po prostu czekała.- Mój ojciec był pijakiem. Kiedy był zapity przychodził do domu i robił awantury...- urwałam zaciskając szczękę na wspomnienia.- Kiedy mama nie dawała mu pieniędzy bił ją. Zawsze stawałam w jej obronie, a on brał pasek i mnie nim bił.- łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Rose podała mi opakowanie chusteczek, które pachniały jagodami.
-Dziękuje Bogu tylko za to, ze bił mnie po plecach, a ja zawsze miała na sobie grubą bluzę i nie mam śladu po pasku.- wysmarkałam nos i wyrzuciłam zużytą chusteczkę do kosza.
-Kochanie, choć tu.- Rose rozłożyła ramiona, a ja mocną ją przytuliłam jakbyśmy się żegnały. Dziękowałam dziewczynie, że nie mówiła żadnych tekstów typu "musisz to zgłosić na policje" . Rose potarła moje plecy w geście uspokojenia. Od razu przypomniało mi się jak wczoraj Justin nic nie mówiąc głaskał mnie po plecach. Nie spytał co mi jest, czy mi odbija... Tylko po prostu był. Wiedział, że jeśli zacznie rozmowę będę płakać przez całą noc. I dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wczoraj wyznał mi, że "jesteś tylko moja"... Te słowa rozbrzmiewały w mojej głowie. Jak mogłam być jego skoro nawet mnie nie znał. Nie wiedział o mnie prawie nic.
-Gdzie jest Justin?- spytałam Rose odsuwając się od niej.
-Pojechał gdzieś z Chris'em i Austin'em.- odrzekła. - Będą o 15. Tak przynajmniej mi mówili. -skinęłam tylko głową i wstałam z łóżka, wtedy do pokoju w paradowały Sel i Katy.
-Robiliście to!?- obie powiedziały gorączkowo w tym samym czasie. Rose prychnęła i wywróciła oczami.
-Nie.- powiedziałam i założyłam na siebie bluzę.
-Może się rozerwiemy? Małe zakupy? - spytała Rose wciągając na nogi białe air forcy. A ja uświadomiłam sobie, że nie mam pieniędzy. Spojrzałam na Rose, ona się uśmiechał.
-Nie martw się, ja zapłacę za wszystkie twoje rzeczy.- powiedziałam mi na ucho.
-Al..- przerwała mi niebiesko oka zakładając beżowy sweter.
-Nie ma żadnego "ale" Mel.- skarciła mnie palcem. Przerwałam walkę z Rose, bo i tak pozostała by przy swoim.
***
Weszłyśmy do wielkiego centrum handlowego. Nigdy nie robiłam zakupów w takiej galerii. Zazwyczaj tam gdzie mieszkałam chodziłam do second-hand'ów.
-Kupimy Ci jakąś seksowną bieliznę.- powiedziała do mnie Selena,a dziewczyny się z nią zgodziły. Pojechałyśmy ruchomymi schodami na górę.
-No chyba nie.- pisnęłam, gdy stałyśmy przy Victoria's Secret . Nie musiałam kupować, aż tak drogiej bielizny.
-Dzień dobry.- przywitała się z nami wysoka blondynka.
-Dzień dobry.- powiedziałyśmy wszystkie w tym samym czasie na co się zaśmiałyśmy. Kobieta uśmiechnęła się do nas.
-Chciałyśmy kupić bieliznę dla koleżanki.-Selena pokazała na mnie, a na moje policzki lekko się zarumieniły. Nigdy nie byłam w takim sklepie. Znaczy byłam, ale nie w aż tak ekskluzywnym. Wszystkie ściany były delikatnie różowe, a szklane szafy na których wisiała bielizna były ciemno różowe. Na niektórych ścianach były wizerunki modelek. Na prawdę podobało mi się w tym sklepie.
Blondynka pokazała mi wiele rodzajów bielizn, a ja wybrałam pięć z dwudziestu możliwych. Jednak Rose nie zgodziła się bym tak mało wzięła i kupiła mi jeszcze dodatkowo piętnaście pozostałych zestawów, które przymieszałam. Chciałam ją tam zabić za to, że wydaje na mnie tyle kasy. Weszłyśmy jeszcze do wielu innych sklepów i Rose kupiła mi wiele rzeczy. Nie powinna, bo nie chciałam ją obciążać wydatkami z mojej strony, ale ona stwierdziła, że to są prezenty od niej i mam nie marudzić.
Po zakupach poszłyśmy do Starbucks'a. Zamówiłyśmy sobie kawy i usiadłyśmy przy stoliku. Dobrze, że Starbucks był dalej od galerii, więc mogłam zostawić wszystkie torby w bagażniku. Odetchnęłam z ulgą, gdy z moich rąk zniknęły te wszystkie torby. Ktoś powiedział nasze imiona i Katy poszła po nasze zamówienie.
Wypiłyśmy kawy i pojechałyśmy do domu Rose, była godzina 17:24 i Rose stwierdziła, że chłopcy już są i będą na nasz źli. Wszystkie się zaśmiałyśmy, bo tak na prawdę Rose nie widziała się z Austinem od jakiegoś tygodnia i się za nim stęskniła.
Zatrzymałyśmy samochód na podjeździe. Było to trochę dziwne, bo nie stało na podjeździe, żadne z aut chłopaków. Weszłyśmy do domu, ale nie było słychać, żadnych śmiechów chłopaków, ani ich kłótni czy głupich rozmów.
-Cześć dziewczyny. - powiedziała mama Rose, przytulając każdą z osobna.
-Mamo chłopcy jeszcze nie przyjechali?- spytała Rose z iskierkami w oczach, że chłopacy bawią się tylko z nami w chowanego. Pani Shaw pokręciła przecząco głową zakładając płaszcz na siebie.
-Kochanie my musimy jechać z tatą na ważną kolację. Bądź grzeczna.- kobieta podeszła do Rose i ją przytuliła po czym wyszła z domu. Karmelowo włosa westchnęła.
-Debil.- powiedziała, a my wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.-Och cicho.- tupnęła nogą jak małe dziecko wytykając przy tym język.
-Oj Rose! Przecież jeszcze zdążysz zabrać Austina na górę do pokoju.- powiedziała Katy. Wszystkie wybuchłyśmy śmiechem i wtedy zadzwonił mój telefon. Wszystkie się na mnie spojrzały.
-Justin.- oznajmiłam.
-Twój Romeo.- zaśmiała się Katy mrugając przy tym rzęsami. Wszystkie dziewczyny się zaśmiały, a ja odebrałam połączenie.
-Halo?- spytałam bawiąc się końcówkami włosów.
-Hej. Jak tam?- wtedy zmarszczyłam brwi. To nie był głos Justina tylko Chrisa, a w tle można była słyszeć krzyki Justina.
-Oddaj ten telefon kutasie!- przebił się głos Justina. Zaśmiałam się na jego słowa, a dziewczyny zmarszczyły brwi.
-Justin chciał Ci przekazać...-wtedy usłyszałam szelest i ktoś przejął telefon.
-Nie słuchaj go.-powiedział z irytacją Justina.-To jebany fiut.-mogłam poznać, że się uśmiechał.
-Kiedy będziecie?-spytałam biorąc popcorn do ust. Dziewczyny wybierały film, a ja wstałam i poszłam do okna.
-Za jakąś godzinę.-westchnęła.- Aż tak się stęskniłaś.- zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami.
-Nie za tobą nigdy.- zaśmiałam się.
-Pff.-mogłam sobie wyobrazić, że wywraca oczami. Zaciągnęłam rękawy od bluzy w taki sposób, że było widać mi tylko trochę palcy.-Muszę kończyć.-powiedział Justin i od razu się rozłączył. Nie zdążyłam powiedzieć mu nawet pieprzonego "pa". Westchnęłam i wróciłam do dziewczyn.
JUSTIN POV*
-Jesteś fiutem Chris.-uderzyłem go ze ręki w tył głowy na co chłopacy się zaśmiali. Mieliśmy dzisiaj spotkanie z Marcusem, który był moim "wujkiem", kiedy miałem wypadek. Staliśmy z tyłu za domem Marcusa czekając na niego. W sumie miał być o 14, ale coś mu wypadło i miał się spóźnić godzinę. Jednak minęły już trzy pieprzone godziny, a go nadal nie było. Wstałam z swojego miejsca i przez otwartę okno od samochodu wyciągnąłem papierosy. Odpaliłem jednego i zaciągnąłem się nim.
-Przepraszam was za spóźnienie.-odrzekł Marcus otwierając drzwi od szopy z tyłu domu. Raczej tylko tak wyglądała, a w środku mieliśmy narkotyki oczywiście były szczelnie zamknięte i schowane w takim miejscu, że nikt obcy ich nie znajdzie.
-Usiądzie.- wszyscy wysunęli krzesełka i usiedli przy stole wpatrując się w Marcusa. On grzebał coś w swojej walizce po czym każdemu z nas dał paczki. Potem powiedział nam komu mamy je zawieść.
-Justin zawozisz to do Cezara.-powiedział Marcus zaznaczając coś na tablecie. Wrobiłem duże oczy i wstawałem w tak gwałtowny sposób, że krzesło z hukiem uderzyło o drewnianą podłogę.
-Ja do niego nie jadę!-podałem Marcusowi opakowanie z kokainą i wróciłem na miejsce grzecznie podnosząc krzesełko.
-Jakie kurwa nie jedziesz? To ja tu jestem szefem i będziesz robić co Ci każe, albo...- urwałem mu.
-Albo co? Dobrze wiesz o tym, że ten pieprzony gnój mnie nienawidzi. Znów wymyśli sobie bajeczkę, że mu się do córki dobierałem.- wyrzuciłem ręce w powietrzu, a chłopacy wybuchli śmiechem. Marcus uderzył pięścią w stół i wszyscy jak na zawołanie się przymknęli.
-Dobra. Chris ty bierzesz Cezara, a Justin Naomi. Pasuje?- spytał posyłając nam złowieszcze spojrzenie.
-Kurwa, a Naomi była taka dobra w łóżku.- odezwał się Chris robiąc smutną minę. Wszyscy wybuchli śmiechem nawet Marcus.
-Dlatego wiem czemu dawała Ci dwa razy więcej kasy. Ach. Wszystko stało się jasne.- zakpił Marcus, a wszyscy nadal się śmiali. Chris tylko prychnął głośno.-Dobra ruszajcie swoje dupska i jedzcie do domu.- wyszliśmy z pomieszczenia i wsiedliśmy do mojego samochodu. Wyjechaliśmy z podjazdu Marcusa, a za nami pięć innych samochodów, które potem odjechały w swoją stronę.
Po jakieś godzinę byliśmy już pod domem Chrisa. Wyszliśmy z samochodu. Przeszliśmy przez podjazd i weszliśmy do domu. Pierwszą osobę, którą zobaczyłem była Rose, która rzuciła się na Austina. Potem Chris usiadł obok Seleny i Katy. Ja rozejrzałem się po salonie, ale nie mogłem znaleźć Mel. Rose tylko kiwnęła mi głową, że jest w kuchni. Ruszyłem w kierunku pomieszczenia i zobaczyłem odwróconą tyłem do mnie brunetkę. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej łapiąc ją za biodra i przysuwając bliżej siebie.
-Matko!-krzyknęła wysypując popcorn na mnie. Zaśmiała się, a ja strzepałem popcorn z włosów.- Przepraszam. - powiedział i się zaśmiała. Uwielbiałem patrzeć na jej uśmiech i słyszeć jej śmiech, więc od razu na mojej twarzy wyrysował się uśmiech.
-Justin ona kupiła dziś bieliznę!-krzyknęła Selena z salon, a na policzkach brunetki pojawiły się rumieńce.
-Chce cię w niej zobaczyć.- powiedziałem i przysunąłem brunetkę bliżej mnie.
-Nie.- pokiwała energicznie głową.-Nie ma mowy Justin. Nie.- dodała. Uśmiechnąłem się do niej, a ona wytknęła do mnie język na co się zaśmiałem.
-Tylko jeden zestaw.-powiedziałem całując jej czułe miejsce na szyi. Ona tylko westchnęła.
-Wyszliśmy z kuchni i poszliśmy na górę, mówiąc Rose, że "pożyczymy" pokoju gościnnego. Oczywiście wszyscy widzieli podteksty w tym co powiedziałem i zaczęli unosić brwi.
Weszliśmy do pokoju gościnnego.
-Masz mnie nie podglądać.- powiedziała surowym tonę Melanie wchodząc do garderoby. Po chwili wyszła w czerwonej bieliźnie. Otworzyłem szeroko oczy i zagryzłem wargę widząc ją w całej okazałości. Cholera miała genialną figurę. Oblizałem usta wstając z fotele i podchodząc do niej. Od razu na jej twarzy pokazała się rumieniec, a ona opuściła głowę, aby jej głos zakryły twarz. Złapałem delikatnie jej podbródek i pocałowałem ją w usta. Ona go oddała. Przejechałem końcem języka po jej wardze, a ona otworzyła usta i tym razem nasz języki toczył walkę. Przysunąłem ją bliżej siebie i moja jedna ręka powędrowała do zapięcia jej stanika. Odpiołem go, a brunetka przywarła ciałem do mojego.
-Powaliło cię!-krzyknęła policzkując mnie i wbiegając do garderoby. Wszedłem za nią.
-Cholera Mel przepraszam.- pociągnąłem ją za nadgarstek w taki sposób, że teraz wtulała się w mój tors.
-Jesteś pieprzonym dupkiem Justin. Pieprzonym fiutem, któremu zależy tylko na seksie.-warknęła odchodząc ode mnie. Po jej policzkach spływały łzy.
-Mel...-nie wiedziałem co mam powiedzieć.
***
Hej kochani! Oto kolejny rozdział! Myślę, że przypadnie wam do gust :)
Szczerze myśle, że mógł by być lepszy, ale cóż.
Przepraszam jeśli znów notka jest trochę za długa, ale wystąpiło to przez przypadek. Więc nie zważajcie na to uwagi (chodzi o pole na dole).
Liczę na komentarze, bo one dodając motywacji do pisania.
Miłego wtorku! :**
Jezus... 😍😙
OdpowiedzUsuńJezus... 😍😙
OdpowiedzUsuńO kurde..
OdpowiedzUsuńooo men nie wiem co napisać :O
OdpowiedzUsuń