środa, 4 lutego 2015

9.Yelling and screaming.

MELANIE POV*
Po wczorajszej sytuacji nie chciałam iść do szkoły. Wiedziałam, że ten pieprzony dupek będzie za mną chodził i przepraszał, ale to było na marne. Dwa dni temu mówił "nie jesteś laską do ruchania"... "jesteś tylko moja"... A co robił kolejnego dnia? Dobierał się do mnie. Wiedziałam, że chodzi mu tylko o jedno.
Od wczoraj wydzwaniał do mnie z milion razy i wysyłaj milion sms-ów. Był tak natrętny, że nie wytrzymałam i wyłączyłam telefon.
Otworzyłam swoją szafkę i wyciągnęłam z jej książki do francuskiego.
-I jak tam sytuacja?-powiedział delikatny głos. Obróciłam się do Rose. Nie spytałam jej o zgodę tylko ją przytuliłam.
-On jest dupkiem. Nie dał mi spać przez prawie całą noc. Nie włączyłam do tej pory telefonu.- westchnęłam odsuwając się od niebieskookiej.
-Może dałabyś mu szansę?- powiedziała Selena, która dopiero przyszła. Wzruszyłam ramionami i poszłam pod salę do francuskiego. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, byłam nieźle wściekła na Justina.
Wiedziałam, że jest dupkiem. Po prostu wiedziałam, był taki jak inni, a miałam nadzieje, że jest inny.
-Hej.- usłyszałam męski głos i się obróciłam. Stał obok mnie wysoki brunet, miał kasztanowe oczy i był dobrze zbudowany. Jednak jego uśmiech był najlepszy.
-Hej. Nie widziałam Cię tu wcześniej.-powiedziałam, poprawiając wiecznie opadające ramiączko od  torebki.
-Zac.-wyciągnął rękę ku mnie.
-Melanie.-zrobiłam ten sam gest. Uśmiechnęłam się co chłopak odwzajemnił.-Ale dla znajomych Mel.-dodałam. Czułam na sobie czyjeś spojrzenie i nie był to Zac. Obróciłam się i zobaczyłam Justina. Wzdrygnęłam się na jego widok. Pociągnęłam Zac'a za rękaw od skórzanej kurtki. Wyszłam z nim na dziedziniec, a inne dziewczyny patrzył się na Zac'a uśmiechając się do niego.
-Czemu to zrobiłaś?- spytał z rozbawieniem wymalowanym na twarzy. Rozejrzałam się po dziedzicu sprawdzając czy przypadkiem Justin nie poszedł za nami. Wiedziałam, że mógłby pobić się z Zac'iem, gdy ten go zdenerwował.
-Tak po prostu.- znów rozejrzałam się dla upewnienia, że Justin gdzieś nie ma. Westchnęłam z ulgą. Nigdzie go nie było.
-Jesteś dziwna.- stwierdził po czym się zaśmiał przykuwając uwagę kilku osób. Uśmiechnęłam się na jego słowa. Rozmawialiśmy jeszcze przed krótką chwilę gdy zadzwonił dzwonek na lekcje. Pożegnaliśmy się i każde z nas ruszyło do swojej klasy. Usiadłam z Seleną jak dawniej. Poczułam jak ktoś dotyka moich pleców, obróciłam się i zobaczyłam Austina.
-To od Justina.-powiedział podając mi kartkę. Przewróciłam oczami otwierając kartkę.

Wiem jestem skączonym idiotą. Palantem do potęgi drugiej, ale chcesz abyś pszyszła przed w-f na dziedziniec. Proszę :) 
Justin.

Westchnęłam i włożyłam kartkę do torebki. Nie wiedziałam czy chce z nim się spotkać. Może jest zły za to co widział. Ale przecież ja nic z Zac'iem nie robiłam. Tylko normalnie rozmawialiśmy jak kolega z koleżanką.
Lekcja minęła bardzo szybko jak na złość. Była przerwa na lunch, a co za tym szło, była to przerwa przed wuefami. Byłam zdenerwowana jak nigdy. Nie chciałam iść do niego, bo wiedziałam, że jest zły. A to ja powinnam być na niego wkurwiona. Był idiotą. 
Pchnęłam potężne drzwi i wyszłam na dziedziniec. Blondyn stał oparty o drzewo. Przełknęłam głośno ślinę i podeszłam do niego. Rozejrzałam się do okola było tam mnóstwo nastolatków.
-Czego chciałeś.- powiedziałam szorstką. Przełożyłam cały ciężar ciała na prawą nogę. Założyłam ręce na piersi i spojrzałam na Justina. 
-Chciałem, abyś mi wybaczyła. Podniosło mnie wczoraj i dobrze o tym wiesz.- przybliżył się do mnie, a ja odsunęłam się do tyłu. Co spowodowało, że Justin patrzał na mnie ze wściekłością. Wyprostowałam się i nie chcą patrze w jego oczy patrzałam na wszystkich dookoła. 
-Jesteś idiotą.-powiedziałam w końcu patrząc w jego brązowe oczy. Nie były takie jak wcześniej. Były tak jakby puste i pociemniały. Wzdrygnęłam się i zrobiłam kolejny krok w tył. Justin zrobił krok do przodu i uklęknął. Spojrzałam na niego zdziwiona, a wszystkie wokół spojrzeli na nas. 
-Przepraszam okey? Jestem pieprzonym idiotą, debilem i chujem. Nie zasługuje na taką osobę jak ty, ale przepraszam.- spojrzałam znów w jego oczy i powrócił ten dawny blask. Nie wiedziałam co powiedzieć po prostu stałam tam patrząc się w jego oczy. Jestem debilem, ale uroczym.- pomyślałam. Westchnęłam. Justin podniósł się i stanął tak blisko mnie, że brakowało paru milimetrów, aby nasze klatki się stykały. 
-Przepraszam.- szepnął. Złapała mnie za biodra i przysunął bliżej mnie. 
-Jesteś dupkiem.- szepnęłam i położyłam głowę na jego torsie.- Ale moim.-powiedziałam bardziej do siebie, aby tego nie usłyszał.
-Tak tylko twoim.- powiedział na co się na niego spojrzałam. Zmrużyłam oczy. Albo ma taki dobry słuch, albo czyta mi w myślach. 
-Tak. Jesteś debilem.- odłożyłam głowę na to samo miejsce co wcześniej, a Justin tylko się zaśmiał kręcąc przy tym głową.-Jestem głodna idę na lunch.-dodałam i ruszyłam przed siebie. Poczułam jak Justin splata nasze palce. Spojrzałam w bok. Justin jeszcze nigdy nie łapał mnie za rękę. To było coś nowego. Albo chce pokazać, że mu zależy. Albo chce pokazać wszystkim, że i tak mnie zaliczy. Moje myśli czasami mnie rozwalają. 
Weszliśmy do stołówki. Wzięliśmy czerwone tace i wybraliśmy jedzenie, potem zapłaciliśmy i usiedliśmy przy oknie. Kiedy jedliśmy żadne z nas się nie odezwało. Czasami wymienialiśmy się spojrzeniami, czasami się do siebie uśmiechaliśmy, ale nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Wstałam od stołu biorąc ze sobą swoją tace. Justin zrobił to samo i znów złączył nasze palce. Uśmiechnęłam się do niego. 
-Co teraz masz?- spytał chowając swój telefon do kieszeni spodni. Zaśmiałam się. Czasami był taki głupiutki.-No co?- zatrzymał się patrząc na mnie z uniesioną jedną brwią. 
-Mamy wuef Justin. Mam sklerozę czy coś?- znów się zaśmiał w odpowiedzi Justin wziął mnie na ręce w stylu panny młodej i szedł przed siebie.
-Gdzie panienkę zawieźć?- spytał z francuskim akcentem, lekko bujając mnie na rękach jak małe dziecko. Nie zwróciłam uwagi na ludzi, którzy się na nas gapili. Olałam ich i chciałam bawić się dobrze z  Justinem puki się coś nie spieprzy. Teraz patrząc z perspektywy czasu czuje się jakbyśmy byli ciągle kłócącym się małżeństwem. 
-Proszę pod przebieralnie dla dziewcząt.- udawałam, że kawałem  kartki to mój wachlarz. Justin się zaśmiał. Uwielbiałam jego śmiech był taki... Nie wiem jak do opisać, ale był genialny i sprawiał, że się uśmiechałam. 
Justin postawił mnie przy samym wejściu do szatni. Złapała za moje biodra i przysunął mnie do siebie. Delikatnie musnął moje usta. Justin odsunął się ode mnie i wszedł do swojej szatni. Ja zrobiłam to samo. 
Podeszłam do swojej szafki w szatni i wyciągnęłam swój strój na wuef. Przebrałam się po czym usiadłam na ławce i założyłam buty do biegania. 
-Idziemy?- spytała Rose. Kiwnęłam głową i wyszłyśmy z szatni. Poszłyśmy na dwór i stanęłyśmy przy wszystkich dziewczynach. Przyszła do nas pani Deep i musiałam znów wysłuchiwać wymówek trzech tapeciar. 
-Ustawiamy się i robimy dziesięć okrążeń.- powiedziała do nas nauczycielka mieliśmy się ustawiać, kiedy kort zajęli chłopcy.- Ale co to ma być?- spytała pani Deep, pana Malika. Zaczęli wymienić się słowami kto powinien dzisiaj używać kortu. Po dłużej dyskusji pani oznajmiła nam, że biegają dzisiaj dziewczyny jak i chłopcy. Wszyscy się ustawili i zaczęliśmy biegnąć. Oczywiście chłopcy są od nas szybsi i wyfrunęli na sam początek na burza. Jedynie Austin biegną obok Rose trzymając ją za rękę. Uważam,że byli najsłodszą parą jaka mogła być w tej szkole. Spojrzałam kto prowadził i ku moim oczom ukazał się Justin i Zac. Jednak i tak Justin był o te dwa metry dalej od Zac'a. Wiedziałam, że Justin'owi on się nie spodobał. 
Wszyscy przebiegli już równe dziesięć okrążeń. Stanęliśmy przy naszych nauczycielach.
-Stwierdziliśmy, że dzisiaj zagracie wszyscy w kosza. Oczywiście wszyscy razem.- dziewczyny westchnęły, a chłopcy tylko przybijali ze sobą piątki. 
Staliśmy już na boisku rozdzieleni na drużyny. Ja i Rose byłyśmy z Austinem, a Katy i Selena z Justinem. Oraz byli też inni. 
Po dziesięciu minutach drużyna Justina wygrywała z nami o dwa kosze. Znów zaczynaliśmy my. Austin powiedział, że mam iść na atak bo jestem za dobra na obronę. Brunet podał mi piłkę, a ja biegłam przez siebie, kiedy poczułam jak ktoś przekłada mnie przez ramie. Justin się zaśmiał. 
-JUSTIN! To wbrew regulaminowi.- pisnęłam uderzając go pięściami w plecy. On za to oddał mi tylko, że w tyłek.- Postaw mnie! Gdzie jest sędzia! Czy ktoś?-pisnęłam nadal uderzając Justina pięściami w plecy i machając nagami. Poczułam, że Justin postawił mnie na czymś. Była to ławka. Dzięki niej zyskałam parę centymetrów i byłem taka wysoka jak Justin. Uśmiechnął się do mnie, a ja zagryzłam wargę. Przysunął mnie bliżej siebie i pocałował. 
-Na prawdę jesteś idiotą.-powiedziałam mu w usta. Jednak pani Deep kazała nam wrócić na boisko i miało się to więcej nie powtórzyć. 
Po wuefie wszyscy rozeszli się do swoich szatni. Przebrałam się i poczekałam na dziewczyny. To była nasza ostatnia lekcja więc stwierdziłyśmy, że pójdziemy na pizzę. 
Weszłyśmy do pizzerii zamawiając sobie pizzę. Wybrałyśmy sobie stolik. 
-I co jednak się pogodziliście?- spytała Rose poprawiając usta błyszczykiem. Kiwnęłam tylko głową w potwierdzeniu. 
-Jesteście słodcy.- stwierdziła Katy uśmiechając się. Odwzajemniłam ten gest. Wtedy do pizzerii wszedł Zac z kolegami. Uśmiechnął się do mnie, a ja pomachałam mu delikatnie dłonią. Po chwili przyszedł z kolegami do naszego stolika. Selena i Katy rozmawiały z jakimiś dziewczynami, a Rose ze swoim kuzynem. Zac usiadł  obok mnie kładąc rękę na oparciu siedzeń w wyniku czego wylądowała ona za mną. Śmialiśmy się i gadaliśmy. Po czym kobieta przyniosła nasze zamówienie jak i chłopaków. Znów otworzył się drzwi, ale nie przykułam jakieś uwagi kto wszedł do pomieszczenia. 

JUSTIN POV*
Byliśmy strasznie głodni, a najlepsza pizzeria jaka jest u nas w mieście jest blisko naszej szkoły więc był to wielki plus. Weszliśmy do pomieszczenia i stanęliśmy przy ladzie.
-Obróć się. - powiedział zły Austin. Obróciłem się i zobaczyłem Mel siedzącą z tym całym Zac'iem i jego kolegami. Zacisnąłem pieści i podszedłem do stolika. 
-Dzień dobry. Nie przeszkadzam? - spytałem patrząc na Mel, która patrzyła na mnie z wielkimi oczami. Zac poprawił się na siedzeniu to samo zrobili wszyscy obecni przy stole. 
-To nie tak.- powiedziała brunetka stając na przeciw mnie.- Na prawdę.- powiedziała ciszej. 
-Tak kurwa w cale. Najpierw rozmawiasz sobie z nim w szkole. A teraz kurwa razem pizza.-prychnąłem.-Jeszcze się z nim prześpij.- zacisnąłem pieści jeszcze bardziej. Rozumiem wczoraj mogła być na mnie zła, bo zrobiłem źle i dobrze o tym wiem, ale tego jej kurwa nie daruję,
-Justin.-pisnęła. Nie obchodziło mnie to jak bardzo jest zraniona jest moja i żaden inny gościu się do niej nie zbliży. Wszyscy chłopacy patrzali na mnie. Austin nie dziwił się mnie, bo sam "rozmawiał" głośniej z Rose. 
-I ty mi mówisz, że jestem popierdolony?-odsunąłem się od niej. Ona zrobiła krok do przodu, a ja znów do tyłu. Potem przyszedł do nas kierownik i wszystkich nas wyprosił i dał nam ostrzeżenie.
Ruszyłem przed siebie nie patrząc na nic byłem mega wkurwiony. Słyszałem za sobą kroki. Stanąłem przy jednej z kamienic i uderzyłem z całej siły pięścią w ścianę. 
-Justin nie rób tak!-pisnęła Melanie oglądając moją dłoń.-Choć do mnie opatrzę Ci to!-krzyknęła ciągnąc mnie za sobą. 
-Och teraz się martwisz. Idź zrób mu loda.- Melanie przystanęła patrząc na mnie. 
-Wiesz co? Mam Cie dość. Mogłam nie przyjmować twoich przeprosiń debilu! Tylko jadłam z nim pizze!-krzyknęła tupiąc przy tym nogą. 
-Nie lubię go.-przyznałem. 
Uległem jej i poszedłem z nią dalej. Szliśmy przez dłuższy czas. Nic nie mówiliśmy tylko szliśmy przed siebie. Splątałem nasze palce razem, Melanie nie zareagowała. Nie odtrąciła mojej ręki, ani na mnie nie nakrzyczała po prostu szła. Lubiłem ją i to bardzo, więc miałem prawo zdenerwować się, że ten debil siedział przy niej. I jeszcze ta ręką wokół jej talii. Jeśli ona by coś do mnie czuła nie pozwoliła by mu na to. Westchnąłem głośno dalej idąc za Mel. Czasami chciałem, aby była przy mnie blisko i pozwoliła mi zbliżyć się do siebie trochę bardziej. Nie chodziło mi o seks. Chciałem ją mieć tylko dla siebie. Była moja.
-Justin. Obiecaj mi, że go przeprosisz oraz zapomnisz o tym i nie będziemy do tego wracać. Nie lubie się z tobą kłócić.-powiedziała stanowczo patrzą mi prosto w oczy. Nie chciałem, aby ten skurwiel pomyślał, że może się do niej zbliżać. 
-Okey.- powiedziałem od niechcenia. Melanie tylko kiwnęła głową i wsiedliśmy razem do autobusu. Kupiłem dwa bilety i pojechaliśmy na ulice na której mieszkała Melanie. 
Wysiedliśmy z autobusu i poszliśmy w stronę kamienicy w której mieszkała brunetka. Poszliśmy na odpowiednie piętro i weszliśmy do jej mieszkania. 
-Choć.-powiedziała ciągnąc mnie za sobą do łazienki. Kazała mi oprzeć się o umywalkę, a sama szukała apteczki. Wyciągnęła wodę utlenioną i przemyła moje rany po czym zawinęła je w bandaż. Wyszliśmy z łazienki i poszliśmy do niej do pokoju. Ona usiadła na łóżku, a ja na fotelu. Przyjrzałem się jej jeszcze bardziej. Była na prawdę bardzo piękna. Uśmiechnęła się widząc, że się na nią patrzę. 
-Jesteś piękna wiesz.- stwierdziłem siadając obok niej. Ona nic nie powiedziała tylko zachichotała.-Podobasz mi się Mel. Bardzo.- oblizałem usta i przybliżyłem się do niej całując ją delikatnie.
-Podobasz mi się Justin.-zamarłem. 


***
Hej kochani! To znów ja hahah :)
Przychodzę do was z kolejnym rozdziałem. LICZĘ NA KOMENTARZE! 
Ten rozdział jest dedykowany Ewci :****
Pozdrawiam :* 
Tutaj macie link do jej opowiadania : KLIK 
Zapraszam serdecznie :* Buziaki. 
 

2 komentarze:

  1. Ohohoh xd dziękuję ❤a rozdział cudowny *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. oooooo no w końcu to powiedziała :D nie no mnie też Zac zaczął wkurzać :D Justin nie jesteś sam hahahha XD

    OdpowiedzUsuń