poniedziałek, 5 stycznia 2015

4.You miss me baby.

MELANIE POV*
Wbiegłam do szpitala jak popażona. Widziałam jak ludzie patrzą na mnie z obłedem w oczach. Jakbym była chora psychicznie. Może i na taką wyglądałam, ale kurwa Justin leży w szpitalu. Nawet nie wiem w jakim stanie go tu przewieziono. Może miał operacje, albo... Ta myśl nie dawała mi spokoju.
-Na jakiej sali leży Justin Bieber?- spytałam brunetkę stojącą za recepcją. Ona klikała coś w komputerze i zza okularów spojrzała na mnie.
-Jest pani z rodziny?- te słowa odbijały się echem w mojej głowie. Jak ona może być taka spokojna, kiedy chodzi mi o życie Justina, a nie o pogaduchy przy kawce i ciasteczku.
-Jestem jego dziewczyną!- krzynkęłam na nią. Wiele osób z poczekalni spojrzało na mnie. Jedna starsza kobieta mówiła coś do drugiej po czym obie pokiwały głową.
-Sala 115 na drugim piętrze. poinformowała mnie kobieta. Nie powiedziałam nawet głupiego dziękuje tylko wbiegłam do windy i wcisnęłam potrzebny numer na panelu. No jedz! Krzyczałam w myślach. Ten dzień nie mógł być jeszcze gorszy. Najpierw jakiś pedofil dowalał się do mnie na imprezie, później mama wariuje, a teraz Justin miał ten pieprzony wypadek. Czy to jakieś fatum? Winda się zatrzymała. Wybiegłam z niej rozglądając się po całym korytarzu, kiedy moje oczy zatrzymały się na Rose i Austinie.
-Co z nim?- spytałam gorączkowo. Rose mnie przytuliła i mówiąc szczerze potrzebowałam tego od sytuacji w domu. Ale w pewniej chwili moje szczęśliwe przytulania przerwała myśl, że z Justinem jest gorzej niż myślałam. Przecież takie nagłe przytulenie nie świadczy dobrze. Rose odsunęła się ode mnie. Spojrzała się na mnie i lekko się uśmiechnęła. Czy to miało być w geście "będzie okey"? Martwiłam się jak cholera. Tyle myśli przechodziło mi przez głowę, że nie wiedziałam gdzie jest ich koniec. Czułam się jak mała zabawka porzucona przez dziecko.
-Justin jest w śpiączce. Miał parę ran, żadnych większych obrażeń.- w końcu poinformował mnie Austin o stanie Justina. Usiadłam na krześle wkładając głowę w ręce. Gdyby został u mnie nie było by tego całego wypadku i rano widziałabym ten jego cwaniacki uśmieszek, piwne oczy w którym całkowicie się zatapiałam. Jego idealnie ułożone włosy oraz genialny ubiór. Zaczęłam płakać, kiedy moja fantazja podsunęła mi myśl, że może się już nie obudzić. Rose usiadła obok mnie i zaczęła pocierać moje plecy.
-No już.- przytuliła mnie. Jestem tutaj od niespełna dwóch dni, a zdarzyło się tyle rzeczy. Poznałam tyle osób. Czułam się jak w filmie, który miał się skończyć czyjąś śmiercią.
Przetarłam twarz i stwierdziłam, że muszę się wziąć w garść. Wyciągnęłam lusterko z torebki oraz chusteczkę. Zmazałam pozostałości makijażu i spięłam włosy w kitkę.
-Czy lekarze mówili wam, kiedy można do niego wejść?- spytałam stojąc obok okienka do jego sali.
-Nie.- usłyszałam odpowiedź z ust Rose. Założyłam ręce na piersi i znów tysiąc myśli przeszło mi przez głowę.
-Jak w ogóle doszło do tego wypadku?- byłam zaciekawiona w jakich okolicznościach Justin miał wypadek. Austin i Rose wzruszyli ramionami.
-Nie wiemy. Po prostu policja zadzwoniła do wujka Justina i powiedziała mu, że miał wypadek. A jego wujek powiedział również mi o tym incydencje.- wytłumaczył mi Austin. Ciekawa jestem gdzie jest ten cały wujek Justina. Gdyby się o niego martwił byłby tu i chodził od ściany do ściany czekając na informacje o jego stanie. A ja nikogo takiego nie widziałam w pobliżu.
-A gdzie jest teraz ten cały wujek Justina?- spojrzałam na Austina. Rose zrobiła to samo. Najwidoczniej Austin nie powiedział jej o wujku Justina. Brunet spojrzał na nas jakby był małym dzieckiem, które właśnie zostało przyłapane na wykradaniu ciasteczek z słoika w kuchni.
-Pojechał po rzeczy Justina.- powiedział. Kiwnęłam głową w zrozumieniu Między nami nastała cisza. Od czasu do czasu pielęgniarki wchodziły do Justina i sprawdzały te wszystkie maszyny do których był podłączony. Rose poszła nam po kawę, a Austin czekał na jakiś telefon.
W końcu przyszedł do nas jakiś lekarz i poinformował nas, że jedna osoba może wejść do Justina. Rose i Austin stwierdzili, że powinnam być to ja.
Weszłam do małego pomieszczenia. Na samym jego środku stało łóżko, na którym leżał Justin, a wokół niego milion kabelków, które mierzyły jego ciśnienie, bicie serca i wiele innych czynności. Usiadłam na krześle obok jego łóżka. Łzy zaczeły płynąć już na moje policzki, ale szybko je otarłam. Muszę być silna. Pokazać Justinowi, że chodziasz ja nie panikuje. Wziełam jego dłoń w moją. Pocałowałam jego knykcie.
-Wiem, że mnie słyszysz Justin. Więc proszę otwórz oczy i powiedz coś.- oparłam delikatnie głowę na jego brzuchu. Nie wiedziałam, gdzie miał te obrażenia o których mówił Austin, więc wolałabym ostrożna.- To dziwne, ale czuje jakbym znała Ciebie od dawna, a może tylko sobie to wmówiłam.- podniosłam lekko kącik ust.- Więc bardzo chcę, abyś się ocknął chociaż dla mnie.- przytuliłam go delikatnie i poczułam jak jego palce lekko się uniosły. Szybko wstalam i nacisnęłam niebieski przycisk na panelu nad jego łóżkiem. Do pokoju wbiegły dwie pielęgniarki. One sprawdziły wszystkie maszyny oraz kable.
-Musiał się pani wydawać. - powiedziała jedna z nich, kiedy odsunęły się od sprzętu. -Na drugi raz proszę mieć pewność czy na pewno ruszała dłonią.- dodała i wyszły z pomieszczenia. Zauważyłam, że Austin, Rose i jakiś starszy pan, który był zapewne wujkiem Justina, patrzeli na mnie. Przeciaż ja nie zwariowałam na prawdę Justin ruszał palcami.
-Mel może trochę odpoczniesz? Hym? To był cieżki dzień.- powiedziała Rose wchodząc do pomieszczenia i wyciągając mnie na korytasz. Spojrzałam na nią z obłedem w oczach. Ona na prawdę mi nie wierzyła i myślała, że mam omamy. Tak dzień był cieżki, ale nie na tyle, aby wyobrażać sobie takie rzeczy.
Wyrwałam się z rąk Rose i prze ilustrowałam ją ostatni raz. Otworzyłam drzwi od sali Justina i znów zajęłam to samo miejsce.
-Przecież sobie tego nie wymyśliłam.- powiedziałam po cichu. Położyłam oparłam znów głowę na jego brzuchu.- Gdybyś teraz się obudził uwierzyli by mi.- zaczęłam płakać z bezsilności. Czułam się jak małe bezbronne dziecko, które nagle została poddane próbie życia. Chciałabym, żeby Justin się obudził chciałam go poznać bliżej, a tu kurwa ten wypadek. Eh. Nic nie idzie dobrze. Płakałam w taki sposób, ze nie wiedziałam, kiedy zaczynam łapać powietrze i je wypuszczać.
-Ci spokojnie shawty oddychaj.-usłyszałam zachrypnięty głos chłopaka. Rozszerzyłam oczy, kiedy uświadomiłam sobie, że właśnie się obudził.
-Matko! - szybko nacisnęłam znów ten sam przycisk.- Wiesz co glupi jesteś!- jego zachrypnięty śmiech uniósł kącik moich ust do góry.Austin, Rose i starszy mężczyzna weszli do sali. Po chwili przyszły pielęgniarki. Sprawdziły wszystko co potrzeba i jedna z nich wpisała coś w kartę. 
-Tęskniłaś? - Justin podparł się na rękach i usiadł na łóżku. A ja spaliłam się rumieńcem.
-Kto by tęsknił za takim palantem. - wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Po chwili do sali wszedł lekarz i poprosił nas o wyjście. Przez okienko od sali widziałam, że rozmawia o czymś z Justinem po chwili lekarz wyszedł z sali.
-Mogą państwo wejść.- poinformował nas i poszedł przed siebie. Weszliśmy do środka. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Śmialiśmy się byle umilić czas Justinowi. Ale w głowie nurtowała mnie jedna myśl... Co się w ogóle stało?
-Justin?- spytałam bawiąc się palcami.
-Tak?- widać było, że był zainteresowany do czego się toczy ta rozmowa.
-Czemu w ogóle miałeś wypadek?- w pewnym momencie jego oczy się powiększyły i tylko spojrzał na Austina i mężczyznę. Jego jabłko Adama powoli się poruszyło i już wiedziałam, że dobije tą rozmowę do końca.

***
Hej kochani! Oto kolejny rozdział jak widać cały opowiadany przez Melanie. Przepraszam jeśli ten rozdziała krótki, ale chciałam go dzisiaj dodać. LICZĘ NA KOMENTARZE :) Są one dla mnie bardzo ważne i pokazują czy moje opowiadanie wam się podoba :) Więc na nie liczę. Buziaki :*

4 komentarze: