Mama stała patrząc to na mnie to na Justina. Ona to zawsze ma wyczucie, kiedy wrócić. A mój wygląd nie poprawiał naszego położenia. Wyglądało to co najmniej jakbyśmy wzięli razem prysznic, a potem robili te wszystkie erotyczne upodobania Justina.
-Proszę pani to na prawdę nie tak jak to wyglądało.-cisze między nami przerwa Justin zakładając swoją bluzkę, którą wcześniej zrzucił z siebie, kiedy...umm..chciał się na mnie "położyć".
-Na prawdę mamo. Justin przyszedł tylko pogadać, a ja brałam prysznic... My nic nie robiliśmy...- próbowałam przekonać mamę, że to wszystko to tylko jedno wielkie nie porozumienie. Za każdym razem czułam na sobie paląco spojrzenie mojej rodzicieli, a ciężka atmosfera wokół nas nie dawała spokoju. Czasami czułam się jak w kiepsko wyreżyserowanym filmie. Zły scenariusz, złe kwestie i źle dobrani aktorzy. Całe moje życie składało się z jednego wielkiego źle napisanego scenariusza, ale co mogłam zrobić? Nic. Dosłownie mogłam czekać tylko na mojego reżysera, który zrobi w nim wielkie poprawki.
Mama wypuściła głośno powietrze.
-Nie jesteście małymi dziećmi. Nie musisz mnie okłamywać kochanie. - otworzyłam szeroko usta. Nie wierze, że te słowa wyszły z ust mojej mamy. Nie znałam jej z takiej strony, a raczej od sytuacji, która miała miejsce parę dni temu zdałam sobie sprawę, że wcale nie znam dobrze mojej mamy. Każdego wieczoru, kiedy kładę się spać mam przed oczami scenę z paru dni. Wtedy czułam się na prawdę źle. Widziałam moja mamę w stanie, w którym nigdy nie powinnam jej zastać. Była przepełniona furią, a jej oczy były puste. Jakby wcale nie miała w sobie emocji. Jakby wszystko z niej wypłynęło. Nie była wtedy tą kobietą, którą wydawało mi się, że znam. Była zupełnie mi obca. Próbowałam z nią o tym porozmawiać, ale zawsze zmieniał temat na inny.
Kobieta weszła do kuchni zostawiając w pokoju dziwne uczucie. Spojrzałam na chłopaka, który jak zawsze cwaniacko się uśmiechał. Obrócił głowę w moją stronę.
-Upiekło nam się. - włożył ręce do kieszeni pozwalając tylko swoim kciukom wystawać. -Wiesz... Myślałem, ze twoja mama da nam długi nie kończący się wykład, a tu proszę...- pokiwał tylko głową w dziwny sposób, którego nie rozumiałam, ale szczerze mówiąc, wielu rzeczy w nim nie rozumiałam. Za pewne był typem chłopaka, których jest dużo w naszej szkole. "Zalicz dziewczynę, a zyskasz szacunek"... Pewnie takie motto nim kierowało, ale ja nie jestem głupia. Nie dam się zbliżyć mu do mnie w ten znaczący sposób nawet na jeden centymetr. Nie dam się zrobić w balona jak większość dziewczyn, które oczarował uśmiechem, gadkom czy czymś innym.Nie będę kolejną blond laleczką Barbie, którą ma ochotę zaliczyć. Muszę być silna.
-Hallo ziemia do Madison! - blondyn pomachał ręką przed moją twarzą, a ja zdałam sobie sprawę, że przez cały ten czas on do mnie coś mówił.
-Um.. Zamyśliłam się trochę. - posłałam mu słaby uśmiech. Justin tylko kiwnął głową w zrozumieniu. Nagle między nami zapadła ciężka cisza. Nawet tykanie zegara w innym pokoju było tak głośne, że można było je słyszeć w salonie.
-Może powinienem już pójść. - powiedział blondyn stojący na przeciw mnie. Kiwnęłam tylko głową. Nie mówiłam nic. Nawet nie wydawało mi się, żeby chciała coś powiedzieć.
Podeszliśmy do drzwi. Sylwetka blondyna zniknęła w ciemnościach klatki schodowej. Zamknęłam drzwi i ruszyłam przed siebie. Otworzyłam stare obdarte z farby drzwi do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Pomieszczenie w którym się znajdowałam nie było za duże. Stało tam tylko łóżko, biurko, komoda i mały regał. W sumie nie potrzebowałam nic większego, bo w sumie nie miałam ogromnej ilości ciuchów czy też nie wiadomo ilu rzeczy. To pomieszczenie wystarczało mi w zupełności.
Rozglądałam się po pustych białych ścianach zdając sobie sprawę z tego, że nigdy nie zawisną tu jakiekolwiek zdjęcia ze znajomymi czy rodziną. Przecież wiecznie będziemy się przeprowadzać i nie będzie miało to sensu, aby na rok czy dwa wieszać tu zdjęcia. Potem było by mi ciężko je ściągać.
Nawet nie wiem, kiedy położyłam się na łóżku i odpłynęłam.
***
-Cholera.-zaklęłam pod nosem idą w kierunku szkoły. Było zimno. A ja miałam na sobie tylko cienką kurtkę i niskie trampki.
Szłam przez dzielnice na której mieszkałam i mówiąc szczerze nienawidzę jej. Mieszkają tu tacy ludzie, że aż strach wychodzić z mieszkania. Prostytutki stoją na większości zakrętów, a mężczyźni tylko wykrzykują jakieś obrzydliwe rzeczy. Szłam jak najszybciej mogłam byle tylko żaden z tych gości mnie nie zaczepił i nie poprosił o jakieś świństwa.
Nie było mowy o tym, abym zdążyła na pierwszą lekcje. Przemknęłam obok ludzi ze szkoły i dotarłam z trudem do swojej szafki.
-Cześć.- wzdrygnęłam się łapiąc się za klatkę piersiową.
-Rose! Zawału bym dostało... Nie skradaj się więcej.- skarciłam ją spojrzeniem i wyciągnęłam książki od fizyki.
-Nie bądź taka przewrażliwiona. - machnęła ręką poprawiając przy tym ramiączko od torebki. Rose była prześliczna miała duże niebieskie oczy, piękne długie karmelowe włosy oraz idealną figurę. Chciałabym wyglądać trochę jak ona.
-Nie jestem. Po prostu mnie przestraszyłaś.- zamknęłam szafkę i ruszyłam przed siebie zostawiając niebiesko okom z tyłu za sobą. Szybko mnie dogoniła co nie musiało być łatwe, gdyż na nogach miała co najmniej osiemnastu centymetrowe szpilki.
-Dzisiaj robię piżama party może wpadniesz?- powiedziała zarzucając swoje idealnie proste włosy do tyłu.
-Nie mam ochoty siedzieć z jakimiś laseczkami i gadać o torsie chłopaków. Nie kręci mnie to.- wzruszyłam ramionami i szłam dalej przed siebie.
-Będę tylko ja, ty, Selena i Katy. Nikt więcej. - podniosła dwa palce ku górze, a prawą rękę położyła na piersi.- Przysięgam.- czułam, że bardzo chce, aby była na tej "imprezie". Iskierki iskrzyły z jej niebieskich oczu, a ja tylko westchnęłam. Rose rzuciła mi się na szyje przytulając mnie mocno.
-Dzięki, dzięki, dzięki! - piszczała w zagięcie mojej szyi. -Nie pożałujesz tego.- Rose przytuliła mnie jeszcze raz i czmychnęła przed siebie. Wtedy usłyszałam dzwonek na lekcje i ruszyłam w stronę klasy.
Fizyka nie była w sumie taka zła. Jednak i tak się na niej nie skupiłam. Nie wiem co bym miała robić na tej imprezie w Rose. Na pewno laski będą mówić o chłopakach z naszej drużyny koszykarskiej, a ja nawet nie mam ochoty o nich gadać. Nie wiem czemu może jestem inna. Po prostu nie kręcą mnie takie tematy. Z przemyśleć obudził mnie dźwięk dzwonka sygnalizujący przerwę. Akurat teraz był lunch, a ja umierałam z głodu więc cieszyłam się jak nigdy.
Szłam swoim tempem w stronę stołówki. Jeszcze wiele osób patrzyło na mnie dziwnie, ale zdołałam się przyzwyczaić. Weszłam do dużego pomieszczenia. I ustawiłam się w kolejce po lunch. Wyciągnęłam pieniądze z kieszeni dżinsów i czekałam na swoją kolej. Wzięłam czerwoną tace z kupki i wzięłam sałatkę, wodę i kanapkę. Stanęłam przy kasie i zapłaciłam za posiłek. Rozglądałam się za wolną ławką, bo przecież Rose nie było jeszcze na stołówce. Wyczaiłam wolny stolik przy dużym oknie. Ruszyłam w jego kierunku, kiedy ktoś wyłonił się przede mną i całe jego jedzenie wylądowało na mnie. Stałam w szoku z otwartymi ustami i zamkniętymi oczami. Miałam na sobie makaron i sos. Otworzyłam oczy, a przede mną stał brunet. Nie widziałam go jeszcze.
-Przepraszam to był wypadek. - zaczął się tłumaczyć ściągając makaron z mojego ramienia. Nie no genialnie na pewno wyglądam teraz szałowo! Spojrzałam ze wściekłością na chłopaka i dopiero zauważyłam, że stoi za nim Justin. Uśmiechał się głupkowato, zasłaniając usta pięścią. Spojrzałam na niego złowieszczo i zmrużyłam oczy przysuwając się do niego bliżej.
-Co cię tak bawi panie Bieber? - spytałam zakładając ręce na piersi.
-Ty. Wyglądasz tragicznie.- zaśmiał się ściągając makaron z moich włosów. Zauważyłam, że na tacy ma to samo danie co właśnie ja mam we włosach. Wzięłam talerz z spaghetti i zesunęłam wszystko na jego głowę.
-Teraz i ty wyglądasz tak tragicznie jak ja.- uśmiechnęłam się triumfalnie widząc to co właśnie zrobiłam. Należało się mu.
Austin zaczął śmiać z Justina, a ten tylko wbijał wzrok w jego głowę.
-Co cię tak bawi?- podszedł do niego i wywrócił na niego talerz z ciastem. I wtedy zaczęła się wojna na jedzenie. Wszędzie fruwały sałatki,ciasta i wiele więcej. Justin przysunął mnie do siebie od tyłu.
-Masz ochotę na coś słodkiego? - spytał trzymając w lewej ręce talerz z ciastem.
-Nie zrobisz mi tego prawda? - wręcz pisnęłam wypowiadając te słowa.
-Wiesz muszę Ci oddać za spaghetti w włosach. - przysunął ciasto bliżej mnie. - Chyba, że mi coś dasz. - mogłam wyobrazić sobie ten cwaniacki uśmieszek na jego twarzy.
-Co chcesz?- spytałam wręcz błagalnie.
-Pocałuj mnie teraz.- obrócił mnie w swoją stronę opierając swoje czoło o moje. Obiecałam sobie, że będę silna, że nie dam się jego urokowi, a nagle Justin ma tak blisko swoje usta, że nie mogę powiedzieć "nie".
I wtedy nasze usta się złączyły. Czułam się jakby nic wokół nie było. Byliśmy tylko my i ten pocałunek. Ta chwila, która mogła by trwać w nie skończoność. Czułam te powalone motylki w brzuchu. Było idealnie.
-Co tu się dzieje.- głos pani dyrektor rozbrzmiał na całej stołówce, budząc w nas postrach. Justin puścił mnie odkładając talerz z ciastem na bok. -Kto to zaczął? - spytała surowo jednego ucznia. Był nim "kujon".
-Bruno Smith.- powiedział posłusznie chłopak wycierając swoje okulary. Bruno wyszedł z szeregu i posłał złowieszcze spojrzenie chłopakowi. I można było zobaczyć jak bez głośnie mówi "nie żyjesz".
Trochę zajęło mi wyjęcie resztek z włosów, ale pocieszałam się tym, że każda dziewczyna wygląda tak tragicznie. Wyszłam z toalety. Karmelowo włosa czekała na mnie przed toaletą.
-Wyglądamy tragicznie. - wyrzuciła ręce w powietrzu.
-Tak.- przyznałam spinając włosy w kucyk.- Ale nie martw się nie jesteśmy jedyne, które tak wyglądają.- wtedy obie prze ilustrowałyśmy cały korytarz i mówiąc szczerze wszystkie dziewczyny wyglądały tragicznie. Chłopacy tak samo.
-To o 20 u mnie? - spytała niebiesko oka związując włosy. Przytaknęłam i wyciągnęłam telefon z kieszeni.
-Zapisz mi w notatkach swój adres. - podałam jej telefon, a ona szybko wpisała adres.-Dzięki.- zapisałam notatkę i schowałam z powrotem telefon do kieszeni.
-Pamiętaj o piżamie.- Rose szturchnęła mnie żartobliwie w ramię i ucałowała mój policzek. Poszła przed siebie, a ja wyszłam ze szkoły.
Tym razem nie spóźniłam się na autobus. Wsiadłam do niego i zajęłam miejsce.
Podróż nie trwała jakoś długo. Wysiadłam z pojazdu i poszłam przez siebie omijając wszystkie obrzydliwe miejsca.
Weszłam do mojej kamienicy i ruszyłam na drugie piętro. Wyciągnęłam klucz z kieszeni i otworzyłam drzwi od mieszkania.
-Jestem!- krzyknęłam nie za głośno i z kuchni wyłoniła się mama.
-Hej skarbie. Zaraz będzie obiad.- jej sylwetka zniknęła za drzwiami do kuchni. Weszłam do pomieszczenia.
-Ymm... Mamo mogę iść na noc do koleżanki?- spytałam pijąc wodę z szklanki.
-Jasne.- uśmiechnęła się do mnie i wróciła do swojego zajęcia.
-Dziękuje.- przytuliłam ja z radości i poszłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam małą torbę podróżną i włożyłam do środka piżamę, ubrania na jutro, bieliznę, pasę do zębów i szczoteczkę.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni i napisałam do Rose, że będę punktualnie.
Stwierdziłam, ze mam jeszcze sporo czasu więc zrobię lekcje. Wyciągnęłam książki i pochłonęłam się w pracy domowej.
Zrobiłam pracę domową, zjadłam obiad i byłam gotowa by jechać do Rose. Zamówiłam taksówkę i czekałam na jej przyjazd.
Po trzydziestu minutach byłam na miejscu. Zadzwoniłam do drzwi i ukazałam mi się niebiesko oka dziewczyna w spiętych w koka włosach.
-Hej chodź na górę!- uścisnęła mnie i zabrała ode mnie kurtkę wieszając ją na wieszaku. Rose zabrała mnie na górę przywitałam się z dziewczynami i zaczęłyśmy rozmawiać. To o nowych włosach i zakupach oraz oczywiście o chłopakach.
-Bo to Mel... Jesteś z Justinem?- wszystkie oczy utkwiły spojrzeniem na mnie, a ja od razu zrobiłam się różowa.
-Ymm.. Nie.- wzięłam ciasto do buzi.
-Ale dzisiaj się całowaliście!- pisnęła Katy.
-Al...- Selena przerwała mi w połowie zdania.
-I w ogóle ciągle do ciebie przychodzi. - wszystkie westchnęły, a ja stwierdziłam, że to głupie. Wiedziałam, że jak tu przyjdę nie obejdzie się bez takich rozmów. Wstałam z swojego miejsca i spojrzałam ze złością na dziewczyny.
-Znam go pieprzone dwa tygodnie i już bym miała z nim być? Hallo? Nie jestem puszczalską dziwką jak niektóre dziewczyny z naszej szkoły! Nie mówię tu o was... Ale proszę was nie zadawajcie głupich pytać. Okey? - westchnęłam zakładając ręce na piersi. Wtedy usłyszałam klaskanie za sobą.
-Justin?!- pisnęłam, a on tylko się uśmiechnął opierając się o framugę drzwi.- Co ty tu robisz?! - spytałam jeszcze bardziej piskliwie.
-Po prostu jestem.- posłał mi uśmiech, a moje policzki stały się jeszcze bardziej różowe iż zawsze.
***
Hej dzisiaj przychodzę do was z nowym rozdziałem :) Uwaga pisany na szybko oraz na telefonie więc proszę wybaczyć mi jakiekolwiek błędy. Liczę na komentarze!
Uwaga teraz zaczynają mi się ferie więc obiecuje, że jakieś rozdziały pokażą się na blogu. Miłej "resztki" niedzieli.
OMG *-*
OdpowiedzUsuńosz ty No Justin ma wyczucie czasu hahhaha :D czekam na next <3
OdpowiedzUsuń18centymetrowe szpilki? Whaat? O.o
OdpowiedzUsuńI bItwaa na żarcie! xD
Najs ;)