-Justin!-jęknęłam zginając się w plecach.
-Kocham, kiedy jęczysz moje imię kochanie.-powiedział w zgięcie mojej szyi całując moje czułe miejsce przez co cichy jęk wydostał się z moich ust. Jego ruchy były coraz szybsze,ale nie były bolesne. Były bardzo przyjemne, dzięki czemu można było czuć jeszcze większą rozkosz.
-Kurwa.-przeklął opadając na moje ciało.-To był najlepszy seks w moim życiu.-pocałował moją szyje nadal leżąc na mnie. Zachichotałam rysując palcem wyimaginowane wzory na jego plecach.
-Mój też.-przyznałam całując czubek jego głowy.
Wtedy zadzwonił mój budzik oznajmujący, że powinnam już wstać. Wyśliznęłam się spod kołdry i podeszłam do szafy. Wybrałam jakieś luźne ubrania. Weszłam do łazienki, przebrałam się oraz spięłam włosy w koka. Nałożyłam na twarz podkład, tusz na rzęsy i wyszłam z toalety. Weszłam ponownie do mojego pokoju. Wsunęłam na nogi czerwone trampki. Usłyszałam wibracje mojego telefonu wzięłam go do ręki odblokowałam ekran i nacisnęłam na małą kopertę.
od: Rose
Czekam na dole :) Dzisiaj jedziesz ze mną. Urywamy się ze szkoły. Buziaki :* xoxo
Nie odpisywałam na jej sms'a tylko złapałam swoją torebkę. Wbiegłam do kuchni biorąc jedno jabłko i wodę.
-Autobus masz za pół godziny skarbie.-powiedziała mama popijając swoją poranną kawę.
-Jadę z koleżanką.-odpowiedziałam poprawiając kosmyk włosów.
-Dobrze. To idź widzimy się po szkole?-spytała wstając i odstawiając kubek do zlewu. Stanęła opierając się o blat. Nadal była w piżamie i szlafroku.
-Po szkole?- spytałam ze zdziwieniem. Może miałyśmy coś robić, a ja miałam tak zabiegany tydzień, że zapomniałam o tym.
-Idziesz dzisiaj ze mną na podwieczorek do pani Cambel. Jej mąż pomaga mi w sprawie rozwodowej z twoim ojcem.- stwierdziła stając na przeciw mnie. Wtedy przypomniał mi się Zac. Przecież nie mogę iść na "podwieczorek" do niego do domu. Przecież jak Justin się o tym dowie to go zabije. Nie to, żebym się przejmowała zdaniem Justina, ale czasami był bardzo porywczy. A najgorsze co mógł by zrobić to pobić Zac'a. I co potem? Odebralibyśmy go z więzienia i do tego za kałciom? Coś słabo to widzę.
-Mamo muszę iść?-spytałam gorączkowo poprawiając ramię od torebki. Chyba przerzucę się na plecak. Never mind.
-Porozmawiamy jak wrócisz ze szkoły dobrze?-podeszła do mnie i zostawiła całusa na moim czole.
-Okey.-powiedziałam cicho wychodząc z kuchni. Wzięłam swoją kurtkę oraz szal i zeszłam na dół. Minęłam się z paroma sąsiadkami, więc grzecznie powiedziałam dzień dobry. Pchnęłam szklane drzwi i wyszłam na dwór. Zimny wiatr otulił moje ciało przez co się wzdrygnęłam. Zauważyłam samochód Rose oraz ją i dziewczyny, które posłały mi uśmiech.
-Hej.-powiedziały wszystkie trzy w tym samym czasie na co się zaśmiałyśmy.
-To co jedziemy?-spytała Rose kiwając głową w stronę samochodu. Kiwnęłam tylko głową i wszystkie wsiadłyśmy. Usiadłam na miejscu pasażera zapinając pasy. Wolałam jeździć zapięta tak dla wszelkiego wypadku.
-Gdzie tak w ogóle nasz zabierasz?- spytała Selena patrząc na Rose. Ona tylko spojrzała w lusterko przez, które spojrzała na Sel.
-Najpierw jakieś dobre śniadanie, a potem się zobaczy. Może kino i jakieś zakupy.-wzruszyła ramionami patrząc na drogę.
-Zero zakupów.-powiedziałam opierając głowę o szybę. Dziewczyny się zaśmiały przez co na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Miałam dzisiaj powalony sen.-powiedziała Katy wyciągając z torebki telefon.-W ogóle działo się tam wiele dziwnych rzeczy, a wam co się śniło?-spytała. Jeśli powiem im, że śnił mi się dziki sen z Justinem to powiedzą, że coś ze mną nie coś. Jednak taka była prawda i mówiąc szczerze podobał mi się ten sen. Jednak nie widziałabym tego w realistycznym życiu.
-A mi się śniły wakacje z wami.-powiedziała Selena sprawdzając coś w telefonie.
-Hymm ja miałam pomieszany sen, więc nie wiem co dokładnie mi się śniło.-powiedziała Rose stając na czerwonym świetle. Jeśli wszystkie już powiedziały ja też muszę? Czasami czułam jakby ktoś inny podejmował za mnie decyzję. Nie czułam się sama w swoim ciele. To dziwne. Westchnęłam w myślach.
-A tobie Mel co się śniło.-spytała Rose, patrząc przez chwilę na mnie. Nagle poczułam wszystkie sześć par oczu na sobie.
-Nic ciekawego.-wzruszyłam ramionami. Spojrzałam na sklepy za szybą i błagałam, aby nie kontynuowały tego tematu.
-No mów.-szturchnęła mnie Katy. Spojrzałam na nią, siadając na siedzeniu w taki sposób, aby widzieć wszystkie dziewczyny.
-Więc...To dziwne, ale śniła mi się noc z Justinem.- nagle wszystkie spojrzały na mnie intensywniej, a na moich policzkach ukazały się lekkie rumieńce.- Lubie ten sen. Był fajny, ale tylko "fajny" jeśli chodzi o sny, a nie o realistyczny świat. Rozumiecie mnie prawda?-spytałam patrząc na dziewczyny, a one tylko się uśmiechnęły.
-On Ci się podoba na ta maksa prawda?-pisnęła Katy. Wywróciłam oczami siadając w fotelu pasażera tak jak wcześniej i przykułam swój wzrok drodze. Nie było w niej nic interesującego, ale na pewno była bardziej interesująca niż podniecanie się dziewczyn na temat mojego snu. Samochód się zatrzymał, a ja spojrzałam na restauracje na przeciwko siebie. Breakfast with Donald. Spojrzałam na Rose tak samo jak pozostałe dziewczyny.
-No co? Zawsze jadam tu śniadania i są najlepsza.-dziewczyna wyrzuciła ręce w powietrze. Wysiadłyśmy z samochodu i weszłyśmy do pomieszczenia. Pachniało w nim pączkami, goframi i naleśnikami. Były to zapachy z mojego dzieciństwa. Rose poszła zamówić nam śniadanie, a my zajęłyśmy stolik przy oknie.
Zjadłyśmy śniadanie i pojechałyśmy do kina. Rose wybrała dla nas jakiś film, jednak nie chciała nam powiedzieć na co idziemy miała być to niespodzianka. Kupiłyśmy sobie popcorn i weszłyśmy do sali kinowej. Zajęłyśmy miejsca na samym końcu czekając na początek filmu. Wyciągnęłam telefon i wyłączyłam go, aby przypadkiem mi nie zadzwonił czy coś innego. Usiadłam wygodnie na fotelu i akurat zaczął się film.
JUSTIN POV*
Siedzieliśmy w salonie popijać piwo, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Wyjąłem go z kieszeni spodni i odebrałem połączenie.
-Justin musisz przyjechać do domu.-mówiła spanikowana mama do słuchawki telefonu. Odłożyłem piwo na stolik przy kanapie.
-Co się stało?!-nienawidziłem , kiedy moja mama cierpiała czy też była smutna. Przez wiele lat przeżyła tyle, że ciesze się, że jest moją mamą. Mimo problemów zawsze dawała radę. Podziwiam ją za to cholernie. Obiecałem sobie zawsze, że kiedy dorosnę będą ją bronić przez ojcem. Jednak chyba byłem kiepski, bo ten skurwiel zawsze coś odwalił.
-Ojciec się opił i robi problemy. Proszę Cie przyjedź tu.-wtedy nagle połączenie się urwało. Wstałem gwałtownie z miejsca na którym siedziałem. Pożegnałem się z chłopakami i pojechałem w stronę domu. Nie obchodziło mnie czy przekraczam teraz prędkość ważne było, aby ten debil nie zrobił jej krzywdy. Zatrzymałem samochód na podjeździe przed małym domem. Wysiadłem z niego jak poparzony i wbiegłem do domu.
-Mamo?!-krzyknąłem rozglądając się po każdym pomieszczeniu. Wszedłem po schodach na górę i poszedłem w kierunku sypialni mamy. Złapałem za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Zaczęłam za nią szarpać, ale to nic nie dało. -Otwieraj te drzwi!-krzyknąłem stając jakieś dwa metry od drzwi.
-Zamknij się!-usłyszałem głos ojca. Jak zawsze był zapity, a kiedy on był trzeźwy? Nigdy w swoim życiu nie widziałem, żeby był "normalny". W sumie już dawno mama powinna go zostawić, tylko niszczy sobie przez niego życie.
-Liczę do dziesięciu jeśli nie otworzysz tych cholernych drzwi to przysięgam, że je wyważę!-warknąłem zaciskając pięści. W myślach zacząłem jak najszybciej liczyć do dziesięciu.-Dziesięć!-wykrzyczałem rzucając się na drzwi. Wystarczyło jedno rozpędzenie, aby wyrwać je całe. Rozejrzałem się nerwowo po pomieszczeniu i zobaczyłem mamę kulącą się w rogu pokoju oraz ojca stojącego na nią z paskiem. Nagle w jednym momencie zdałem sobie sprawę z jakim bydlakiem życie moja mama. Teraz mogłem przysiądź wszystkim osobą na świecie, że nie wiem co się ze mną działo. W jednym momencie rzuciłem się na ojca z pięściami. Byłem tak na niego wkurwiony. Chciałem, aby cierpiał tak jak moja mama przez wiele lat.
-Justin!-krzyczała mama nad moją głową, łapiąc mnie za biceps i odciągając od ojca. Jednak była za drobna, aby na dobre mnie od niego zabrać.-Justin przestań!-krzyczała na mnie. Wiedziałem, że płacze, ale nie mogłem teraz odpuścić ojcu. Usłyszałem jak wybiega z pokoju. Spojrzałem się w stronę drzwi. Poczułem pięść na mojej szczęce. Przetarłem wargę wycierając z niej krew. Wyprostowałem się i spojrzałem na ojca, który mimo tego, że był opity stał na prostych noga i z kpiną patrzył na mnie przecierając ranę na wardze.
-Jesteś taki wielki bo co? Myśli, że jesteś niezniszczalny Justin? - zaśmiał się i spojrzał na mnie nadal z tą samą kpiną wyrysowaną na twarzy. Nienawidziłem w nim wszystkiego, był obrzydliwym bydlakiem, który uprawiał seks na boku. Nie chciałem mówić o tym mamie, bo załamałaby się podwójnie. Zaśmiałem się i spojrzałem prosto w jego oczy.
-Myślisz, że mama jest tobie poddana jak jakaś niewolnica?-prychnąłem, znów krzyżując nasze spojrzenia.- Jesteś zwykłym nic nie wartym śmieciem, który żeruje na niewinnej osobie. Jesteś niczym rozumiesz.- ojciec podszedł do mnie i uderzył mnie w brzuch i tak parę razy. Przez chwilę miałem mroczki przed oczami, ale ocknąłem się i z dołu spojrzałem na ojca, który zawijał knykcie bandażem. Podniosłem się na jednej ręce i wstałem wyprostowując się, spojrzałem na niego nie dowierzając, że mimo takiej ilości alkoholu w krwi potrafił stać o własnych nogach i potrafił się bić w takim stanie. Uderzyłem go w taki sposób, że się wywrócił. Usiadłem na nim okrakiem uderzając wiele razy w jego twarz.
-Justin.-usłyszałem cichy głos za swoim plecami. W tym momencie musiałem przeanalizować moje wspomnienia, aby przypomnieć sobie ten głos. Wstałem z ojca i niepewnie obróciłem się w stronę drzwi. Stała tam brunetka, zasłaniająca usta ręką. W pewnym momencie przeszło przeze mnie zimno. Było to nagłe uczucie, które szybko przemieniło się w nieopanowane ciepło.
-Melanie.-wypowiedziałem to tak cicho, że prawię do siebie. Spojrzałem na mamę, która była całkowicie zapłakana. Po chwili wtulałam się we mnie. Przyciągnąłem ją jeszcze bliżej siebie nie odwracając wzroku od Melanie. Stała całkowicie sparaliżowana. Odszedłem od mamy i podszedłem do brunetki. Podnosząc jej brodę do góry. Jej spojrzenie było dziwne. Nie takie jak zawsze. Stała jak manekin nie ruszając się wcale. Przysunąłem ją bliżej sobie na co zareagowała. Przeanalizowała moją twarz po czym delikatnie odsunęła się do tyłu.
-Justin ty...-zasłoniła twarz dłonią. Nienawidzę, kiedy ludzie widząc to co dzieje się u mnie w domu, a raczej takich sytuacji jaka miała miejsce dzisiaj, a była to pierwsza taka scena. Mama pomagała ojcu usiąść na łóżku, a mnie znów zalała ta fala wściekłości. Mimo próbą, aby moja rodzicielka odeszła od tego bydlaka ona i tak zawsze mu pomagała czy podawała mu się. Czasami chciałem, żeby znów była taka silna jak parę miesięcy temu. Jednak tamta kobieta już nie wróci. Mogę powiedzieć to bez problemu, że została zniszczona i to tak porządnie. Spojrzałem znów na Melanie, która nadal patrzyła na mnie z pustymi oczami.
Wiem jestem bydlakiem, ale nic na to nie poradzę. Nie lubiłem pokazywać swoich słabości przez innymi osobami. Każdy myślał, że jestem ten najsilniejszy, że potrafię wszystko przetrwać, ale to tylko pozory. Tak na prawdę stałem się słaby i mogę to przyznać bez bicia.
-Melanie wiem, że to wszystko wyglądało...-urwałem nie wiedząc jakim słowem to określić.- Mniejsza... Po prostu proszę Cię nie myśl, że jestem jakimś psychopatą czy coś.-moja wypowiedź była mega nie spójna, ale pierwszy raz denerwowałem się tak przy jakiejkolwiek dziewczynie. Zawsze byłem wygadany i nigdy nie brakowało mi słów, a teraz ledwo wiązałem wypowiedź w jedną wspólną całość.
-Justin.-odeszła idąc w stronę schodów ruszyłem w jej stronę zagradzając jej drogę na schodach.- To nie było normalne.-stwierdziła próbując mnie wyminąć.
-Wiem i przysięgami Ci, że to pierwszy raz w życiu, kiedy takie coś zrobiłem.-próbowałem ją przekonać,ale wiedziałem, że dzięki mojemu tatusiowi ona już nigdy nie zamieni ze mną słowa.
-Justin to nie było normalne i dobrze o tym wiesz, a teraz mnie puść. Dziewczyny na mnie czekają.-powiedziała tak szybko jak tylko mogła, a ja nie chciałem jej puścić. Nie ze względu na to co widziała tylko ze względu na to, że była oszołomiona. Widziałem tą pieprzoną pustkę w jej oczach. I wiedziałem, że coś jest nie tak, więc nie mogłem tak po prostu jej wypuścić do domu. Potrzebowaliśmy rozmowy. Oboje.
-Nie wypuszczę Cię puki ze mną nie porozmawiasz.-powiedziałem stanowczym tonę krzyżując nasze spojrzenia.
-Jeśli jeszcze nie zauważyłeś nadal rozmawiamy, a teraz przepraszam.- ominęła moje ramię i zbiegła ze schodów. Zrobiłem to samo łapiąc za jej nadgarstek i przysuwając ją do siebie. Jej oczy błądziły po mojej twarzy, a mój wzrok nie schodził z jej oczu. Nachyliłem się delikatnie nad nią opierając moje czoło o jej.
-Chce tylko porozmawiać. Daj mi pięć minut.-szepnąłem w jej usta. Nie chciałem jej całować, bo wyszło by to na to, że ją szantażuje. Melanie przełknęła głośno ślinę i kiwnęła głową.-Wiem powaliło mnie i w ogóle pewnie nie chcesz ze mną rozmawiać, ale...-przerwała mi.
-Justin...Proszę Cię... Nie rozmawiajmy o tym ja zapomnę co widziałam i tyle.-odeszła ode mnie idąc w kierunku drzwi. Złapała za klamkę i odwróciła się w moją stronę. Nasz spojrzenia się skrzyżowały, ale nie na długo. Melanie otworzyła drzwi i wyszła. Obróciłem się słysząc kroki.
-Po co do niej dzwoniłaś?-spytałem patrząc mamie w oczy. Nie odezwała się tylko minęła mnie i weszła do kuchni. Wyciągnęła jakieś opakowanie leków i wzięła dwie tabletki. Westchnąłem głośno i wyszedłem z domu. Wsiadłem do swojego samochodu. Wziąłem telefon i wybrałem numer Marcusa.
-Podaj mi adres tej całej Naomi.-powiedziałem, poprawiając się na siedzeniu. Marcus powiedział mi gdzie mieszka. Wyjechałem z podjazdu wcześniej sprawdzając czy mam paczkę dla Naomi.
Wjechałem na podjazd przed dużym domem. Wysiadłem z samochodu wcześniej zabierając z schowka paczkę z kokainą. Zadzwoniłem do białych drzwi. otworzyłam mi wysoka brunetka.
-Justin tak?-spytała wyciągając rękę ku mnie. Potrząsnąłem lekko jej rękę.
-Tak, a ty..-spytałem wchodząc do środka. Brunetka poklepała mnie po ramieniu pokazując, aby za nią poszedł. Otworzyła jakieś drzwi i ku moim oczom ukazały się dziewczyny. I to nie dwie czy trze, a około dwudziestu. Wszystkie spojrzały na mnie, a ja tylko się uśmiechnąłem. Większość zapiszczała i poszły do basenu. Odpowiadało mi to, że byłem jedynym chłopakiem tutaj.
-Justin. Marcus dzwonił, że przyjedziesz. -obróciłem się w stronę dziewczyny. Była wysoka i miała długie brązowe włosy.
-Twoje zamówienie.-podałem jej paczkę, którą od razu otworzyła. Przeliczyła paczuszki.
-Okey. Choć dam Ci pieniądze.- złapała za moją dłoń i przeszliśmy przez jakim mały korytarz. Otworzyła drzwi na końcu korytarza i weszliśmy do pokoju. Ściany były czerwone i jedyny mebel w jakim nim stał to duże łóżko z baldachimem. Trochę to dziwne, ale nie wnikam.
-Oto twoje pieniądze.-brunetka przejechała jedną ręka po moim bicepsie po czym obeszła mnie dookoła stając na przeciw mnie. Przygryzła wargę i przybliżyła swoje ciało bliżej mojego. Uśmiechnąłem się cwaniacko i przejechałem ręką po jej udzie przysuwając ją jeszcze bliżej. Zebrałem jej włosy na jedną stronę i zacząłem całować jej szyje. Poruszyłem się do przodu. Rzuciłem Naomi na łóżko, a sam zrzuciłem z siebie bluzkę i kurtkę. Schyliłem się na nią całując zachłannie jej usta. Naomi przejechała dłonią po moim brzuchu. Podniosłem się do pozycji siedzącej razem z brunetką. Przerzuciłem jej włosy na prawe ramię wbijają moje usta w zakłębienie jej szyi. Jedną rękę trzymałem na jej pupie, a drugą przesunąłem do zapięcia jej stanika. Rzuciłem go na gdzieś na podłogę. Wziąłem jedną pierś do ust i zacząłem ją ssać. Naomi pociągnęła za moje włosy co cholernie mi się spodobało położyłem ją pod sobą ściągając jej majtki. Zdjąłem swoje spodnie i bokserki. Brunetka pociągnęła moje włosy, kiedy w nią wszedłem. Potrzebowałem zapomnienia, a ta dziewczyna daje mi najlepsze rozwiązanie moich problemów. Przyspieszałem swój rytm na co brunetka wbijała paznokcie w moje plecy. Jutro będą miał niezłe ślady po zabawie z nią, ale tego potrzebowałem. Robiłem to coraz szybciej i szybciej, a brunetka ciągnęła moje włosy i jęczała.
-Justin!-pisnęła, kiedy oboje doszliśmy. Opadłem na jej ciało próbując wyrównać oddech. Wdech... Wydech Justin. Pomyślałem podnosząc się na ramionach nad Naomi. Pocałowałem delikatnie jej usta opadając na miejsce obok niej. Wtedy zadzwonił mój telefon. Nie patrząc na wyświetlacz przeciągnąłem zieloną strzałkę.
-Halo?-przeczesałem włosy brunetki, która leżała teraz na moim torsie.
-Justin.-powiedziała Melanie. Momentalnie podniosłem się do pozycji siedzącej
***
Hej dzisiaj mam dla was nowiutki rozdział :) Myślę,że się wam spodoba jeśli tak LICZĘ NA KOMENTARZE! :)
NOWA POSTAĆ :
Naomi Ora 20 lat
Jest pewną siebie dziewczyną. Miała problem z narkotykami. Teraz kupuje narkotyki i sprzedaje je dalej.
Jest bogata dzięki pewnej pracy.
