sobota, 7 lutego 2015

10. Crazy in love.

MELANIE POV*
-Justin!-jęknęłam zginając się w plecach.
-Kocham, kiedy jęczysz moje imię kochanie.-powiedział w zgięcie mojej szyi całując moje czułe miejsce przez co cichy jęk wydostał się z moich ust. Jego ruchy były coraz szybsze,ale nie były bolesne. Były bardzo przyjemne, dzięki czemu można było czuć jeszcze większą rozkosz.
-Kurwa.-przeklął opadając na moje ciało.-To był najlepszy seks w moim życiu.-pocałował moją szyje nadal leżąc na mnie. Zachichotałam rysując palcem wyimaginowane wzory na jego plecach. 
-Mój też.-przyznałam całując czubek jego głowy. 
Wtedy zadzwonił mój budzik oznajmujący, że powinnam już wstać. Wyśliznęłam się spod kołdry i podeszłam do szafy. Wybrałam jakieś luźne ubrania. Weszłam do łazienki, przebrałam się oraz spięłam włosy w koka. Nałożyłam na twarz podkład, tusz na rzęsy i wyszłam z toalety. Weszłam ponownie do mojego pokoju. Wsunęłam na nogi czerwone trampki. Usłyszałam wibracje mojego telefonu wzięłam go do ręki odblokowałam ekran i nacisnęłam na małą kopertę.
 od: Rose
Czekam na dole :) Dzisiaj jedziesz ze mną. Urywamy się ze szkoły. Buziaki :* xoxo 

Nie odpisywałam na jej sms'a tylko złapałam swoją torebkę. Wbiegłam do kuchni biorąc jedno jabłko i wodę. 
-Autobus masz za pół godziny skarbie.-powiedziała mama popijając swoją poranną kawę. 
-Jadę z koleżanką.-odpowiedziałam poprawiając kosmyk włosów. 
-Dobrze. To idź widzimy się po szkole?-spytała wstając i odstawiając kubek do zlewu. Stanęła opierając się o blat. Nadal była w piżamie i szlafroku. 
-Po szkole?- spytałam ze zdziwieniem. Może miałyśmy coś robić, a ja miałam tak zabiegany tydzień, że zapomniałam o tym.  
-Idziesz dzisiaj ze mną na podwieczorek do pani Cambel. Jej mąż pomaga mi w sprawie rozwodowej z twoim ojcem.- stwierdziła stając na przeciw mnie. Wtedy przypomniał mi się Zac. Przecież nie mogę iść na "podwieczorek" do niego do domu. Przecież jak Justin się o tym dowie to go zabije. Nie to, żebym się przejmowała zdaniem Justina, ale czasami był bardzo porywczy. A najgorsze co mógł by zrobić to pobić Zac'a. I co potem? Odebralibyśmy go z więzienia i do tego za kałciom? Coś słabo to widzę. 
-Mamo muszę iść?-spytałam gorączkowo poprawiając ramię od torebki. Chyba przerzucę się na plecak. Never mind. 
-Porozmawiamy jak wrócisz ze szkoły dobrze?-podeszła do mnie i zostawiła całusa na moim czole. 
-Okey.-powiedziałam cicho wychodząc z kuchni. Wzięłam swoją kurtkę oraz szal i zeszłam na dół. Minęłam się z paroma sąsiadkami, więc grzecznie powiedziałam dzień dobry. Pchnęłam szklane drzwi i wyszłam na dwór. Zimny wiatr otulił moje ciało przez co się wzdrygnęłam. Zauważyłam samochód Rose oraz ją i dziewczyny, które posłały mi uśmiech. 
-Hej.-powiedziały wszystkie trzy w tym samym czasie na co się zaśmiałyśmy. 
-To co jedziemy?-spytała Rose kiwając głową w stronę samochodu. Kiwnęłam tylko głową i wszystkie wsiadłyśmy. Usiadłam na miejscu pasażera zapinając pasy. Wolałam jeździć zapięta tak dla wszelkiego wypadku. 
-Gdzie tak w ogóle nasz zabierasz?- spytała Selena patrząc na Rose. Ona tylko spojrzała w lusterko przez, które spojrzała na Sel. 
-Najpierw jakieś dobre śniadanie, a potem się zobaczy. Może kino i jakieś zakupy.-wzruszyła ramionami patrząc na drogę. 
-Zero zakupów.-powiedziałam opierając głowę o szybę. Dziewczyny się zaśmiały przez co na mojej twarzy pojawił się uśmiech. 
-Miałam dzisiaj powalony sen.-powiedziała Katy wyciągając z torebki telefon.-W ogóle działo się tam wiele dziwnych rzeczy, a wam co się śniło?-spytała. Jeśli powiem im, że śnił mi się dziki sen z Justinem to powiedzą, że coś ze mną nie coś. Jednak taka była prawda i mówiąc szczerze podobał mi się ten sen. Jednak nie widziałabym tego w realistycznym życiu. 
-A mi się śniły wakacje z wami.-powiedziała Selena sprawdzając coś w telefonie. 
-Hymm ja miałam pomieszany sen, więc nie wiem co dokładnie mi się śniło.-powiedziała Rose stając na czerwonym świetle. Jeśli wszystkie już powiedziały ja też muszę? Czasami czułam jakby ktoś inny podejmował za mnie decyzję. Nie czułam się sama w swoim ciele. To dziwne. Westchnęłam w myślach. 
-A tobie Mel co się śniło.-spytała Rose, patrząc przez chwilę na mnie. Nagle poczułam wszystkie sześć par oczu na sobie. 
-Nic ciekawego.-wzruszyłam ramionami. Spojrzałam na sklepy za szybą i błagałam, aby nie kontynuowały tego tematu.
-No mów.-szturchnęła mnie Katy. Spojrzałam na nią, siadając na siedzeniu w taki sposób, aby widzieć wszystkie dziewczyny.
-Więc...To dziwne, ale śniła mi się noc z Justinem.- nagle wszystkie spojrzały na mnie intensywniej, a na moich policzkach ukazały się lekkie rumieńce.- Lubie ten sen. Był fajny, ale tylko "fajny" jeśli chodzi o sny, a nie o realistyczny świat. Rozumiecie mnie prawda?-spytałam patrząc na dziewczyny, a one tylko się uśmiechnęły. 
-On Ci się podoba na ta maksa prawda?-pisnęła Katy. Wywróciłam oczami siadając w fotelu pasażera tak jak wcześniej i przykułam swój wzrok drodze. Nie było w niej nic interesującego, ale na pewno była bardziej interesująca niż podniecanie się dziewczyn na temat mojego snu. Samochód się zatrzymał, a ja spojrzałam na restauracje na przeciwko siebie. Breakfast with Donald. Spojrzałam na Rose tak samo jak pozostałe dziewczyny.
-No co? Zawsze jadam tu śniadania i są najlepsza.-dziewczyna wyrzuciła ręce w powietrze. Wysiadłyśmy z samochodu i weszłyśmy do pomieszczenia. Pachniało w nim pączkami, goframi i naleśnikami. Były to zapachy z mojego dzieciństwa. Rose poszła zamówić nam śniadanie, a my zajęłyśmy stolik przy oknie. 
Zjadłyśmy śniadanie i pojechałyśmy do kina. Rose wybrała dla nas jakiś film, jednak nie chciała nam powiedzieć na co idziemy miała być to niespodzianka. Kupiłyśmy sobie popcorn i weszłyśmy do sali kinowej. Zajęłyśmy miejsca na samym końcu czekając na początek filmu. Wyciągnęłam telefon i wyłączyłam go, aby przypadkiem mi nie zadzwonił czy coś innego. Usiadłam wygodnie na fotelu i akurat zaczął się film. 


JUSTIN POV*
Siedzieliśmy w salonie popijać piwo, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Wyjąłem go z kieszeni spodni i odebrałem połączenie. 
-Justin musisz przyjechać do domu.-mówiła spanikowana mama do słuchawki telefonu. Odłożyłem piwo na stolik przy kanapie.
-Co się stało?!-nienawidziłem , kiedy moja mama cierpiała czy też była smutna. Przez wiele lat przeżyła tyle, że ciesze się, że jest moją mamą. Mimo problemów zawsze dawała radę. Podziwiam ją za to cholernie. Obiecałem sobie zawsze, że kiedy dorosnę będą ją bronić przez ojcem. Jednak chyba byłem kiepski, bo ten skurwiel zawsze coś odwalił. 
-Ojciec się opił i robi problemy. Proszę Cie przyjedź tu.-wtedy nagle połączenie się urwało. Wstałem gwałtownie z miejsca na którym siedziałem. Pożegnałem się z chłopakami i pojechałem w stronę domu. Nie obchodziło mnie czy przekraczam teraz prędkość ważne było, aby ten debil nie zrobił jej krzywdy. Zatrzymałem samochód na podjeździe przed małym domem. Wysiadłem z niego jak poparzony i wbiegłem do domu. 
-Mamo?!-krzyknąłem rozglądając się po każdym pomieszczeniu. Wszedłem po schodach na górę i poszedłem w kierunku sypialni mamy. Złapałem za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Zaczęłam za nią szarpać, ale to nic nie dało. -Otwieraj te drzwi!-krzyknąłem stając jakieś dwa metry od drzwi. 
-Zamknij się!-usłyszałem głos ojca. Jak zawsze był zapity, a kiedy on był trzeźwy? Nigdy w swoim życiu nie widziałem, żeby był "normalny". W sumie już dawno mama powinna go zostawić, tylko niszczy sobie przez niego życie. 
-Liczę do dziesięciu jeśli nie otworzysz tych cholernych drzwi to przysięgam, że je wyważę!-warknąłem zaciskając pięści. W myślach zacząłem jak najszybciej liczyć do dziesięciu.-Dziesięć!-wykrzyczałem rzucając się na drzwi. Wystarczyło jedno rozpędzenie, aby wyrwać je całe. Rozejrzałem się nerwowo po pomieszczeniu i zobaczyłem mamę kulącą się w rogu pokoju oraz ojca stojącego na nią z paskiem. Nagle w jednym momencie zdałem sobie sprawę z jakim bydlakiem życie moja mama. Teraz mogłem przysiądź wszystkim osobą na świecie, że nie wiem co się ze mną działo. W jednym momencie rzuciłem się na ojca z pięściami. Byłem tak na niego wkurwiony. Chciałem, aby cierpiał tak jak moja mama przez wiele lat. 
-Justin!-krzyczała mama nad moją głową, łapiąc mnie za biceps i odciągając od ojca. Jednak była za drobna, aby na dobre mnie od niego zabrać.-Justin przestań!-krzyczała na mnie. Wiedziałem, że płacze, ale nie mogłem teraz odpuścić ojcu. Usłyszałem jak wybiega z pokoju. Spojrzałem się w stronę drzwi. Poczułem pięść na mojej szczęce. Przetarłem wargę wycierając z niej krew. Wyprostowałem się i spojrzałem na ojca, który mimo tego, że był opity stał na prostych noga i z kpiną patrzył na mnie przecierając ranę na wardze. 
-Jesteś taki wielki bo co? Myśli, że jesteś niezniszczalny Justin? - zaśmiał się i spojrzał na mnie nadal z tą samą kpiną wyrysowaną na twarzy. Nienawidziłem w nim wszystkiego, był obrzydliwym bydlakiem, który uprawiał seks na boku. Nie chciałem mówić o tym mamie, bo załamałaby się podwójnie. Zaśmiałem się i spojrzałem prosto w jego oczy. 
-Myślisz, że mama jest tobie poddana jak jakaś niewolnica?-prychnąłem, znów krzyżując nasze spojrzenia.- Jesteś zwykłym nic nie wartym śmieciem, który żeruje na niewinnej osobie. Jesteś niczym rozumiesz.- ojciec podszedł do mnie i uderzył mnie w brzuch i tak parę razy. Przez chwilę miałem mroczki przed oczami, ale ocknąłem się i z dołu spojrzałem na ojca, który zawijał knykcie bandażem. Podniosłem się na jednej ręce i wstałem wyprostowując się, spojrzałem na niego nie dowierzając, że mimo takiej ilości alkoholu w krwi potrafił stać o własnych nogach i potrafił się bić w takim stanie. Uderzyłem go w taki sposób, że się wywrócił. Usiadłem na nim okrakiem uderzając wiele razy w jego twarz. 
-Justin.-usłyszałem cichy głos za swoim plecami. W tym momencie musiałem przeanalizować moje wspomnienia, aby przypomnieć sobie ten głos. Wstałem z ojca i niepewnie obróciłem się w stronę drzwi. Stała tam brunetka, zasłaniająca usta ręką. W pewnym momencie przeszło przeze mnie zimno. Było to nagłe uczucie, które szybko przemieniło się w nieopanowane ciepło. 
-Melanie.-wypowiedziałem to tak cicho, że prawię do siebie. Spojrzałem na mamę, która była całkowicie zapłakana. Po chwili wtulałam się we mnie. Przyciągnąłem ją jeszcze bliżej siebie nie odwracając wzroku od Melanie. Stała całkowicie sparaliżowana. Odszedłem od mamy i podszedłem do brunetki. Podnosząc jej brodę do góry. Jej spojrzenie było dziwne. Nie takie jak zawsze. Stała jak manekin nie ruszając się wcale. Przysunąłem ją bliżej sobie na co zareagowała. Przeanalizowała moją twarz po czym delikatnie odsunęła się do tyłu. 
-Justin ty...-zasłoniła twarz dłonią. Nienawidzę, kiedy ludzie widząc to co dzieje się u mnie w domu, a raczej takich sytuacji jaka miała miejsce dzisiaj, a była to pierwsza taka scena. Mama pomagała ojcu usiąść na łóżku, a mnie znów zalała ta fala wściekłości. Mimo próbą, aby moja rodzicielka odeszła od tego bydlaka ona i tak zawsze mu pomagała czy podawała mu się. Czasami chciałem, żeby znów była taka silna jak parę miesięcy temu. Jednak tamta kobieta już nie wróci. Mogę powiedzieć to bez problemu, że została zniszczona i to tak porządnie. Spojrzałem znów na Melanie, która nadal patrzyła na mnie z pustymi oczami. 
Wiem jestem bydlakiem, ale nic na to nie poradzę. Nie lubiłem pokazywać swoich słabości przez innymi osobami. Każdy myślał, że jestem ten najsilniejszy, że potrafię wszystko przetrwać, ale to tylko pozory. Tak na prawdę stałem się słaby i mogę to przyznać bez bicia. 
-Melanie wiem, że to wszystko wyglądało...-urwałem nie wiedząc jakim słowem to określić.- Mniejsza... Po prostu proszę Cię nie myśl, że jestem jakimś psychopatą czy coś.-moja wypowiedź była mega nie spójna, ale pierwszy raz denerwowałem się tak przy jakiejkolwiek dziewczynie. Zawsze byłem wygadany i nigdy nie brakowało mi słów, a teraz ledwo wiązałem wypowiedź w jedną wspólną całość. 
-Justin.-odeszła idąc w stronę schodów ruszyłem w jej stronę zagradzając jej drogę na schodach.- To nie było normalne.-stwierdziła próbując mnie wyminąć.
-Wiem i przysięgami Ci, że to pierwszy raz w życiu, kiedy takie coś zrobiłem.-próbowałem ją przekonać,ale wiedziałem, że dzięki mojemu tatusiowi ona już nigdy nie zamieni ze mną słowa. 
-Justin to nie było normalne i dobrze o tym wiesz, a teraz mnie puść. Dziewczyny na mnie czekają.-powiedziała tak szybko jak tylko mogła, a ja nie chciałem jej puścić. Nie ze względu na to co widziała tylko ze względu na to, że była oszołomiona. Widziałem tą pieprzoną pustkę w jej oczach. I wiedziałem, że coś jest nie tak, więc nie mogłem tak po prostu jej wypuścić do domu. Potrzebowaliśmy rozmowy. Oboje. 
-Nie wypuszczę Cię puki ze mną nie porozmawiasz.-powiedziałem stanowczym tonę krzyżując nasze spojrzenia. 
-Jeśli jeszcze nie zauważyłeś nadal rozmawiamy, a teraz przepraszam.- ominęła moje ramię i zbiegła ze schodów. Zrobiłem to samo łapiąc za jej nadgarstek i przysuwając ją do siebie. Jej oczy błądziły po mojej twarzy, a mój wzrok nie schodził z jej oczu. Nachyliłem się delikatnie nad nią opierając moje czoło o jej. 
-Chce tylko porozmawiać. Daj mi pięć minut.-szepnąłem w jej usta. Nie chciałem jej całować, bo wyszło by to na to, że ją szantażuje. Melanie przełknęła głośno ślinę i kiwnęła głową.-Wiem powaliło mnie  i w ogóle pewnie nie chcesz ze mną rozmawiać, ale...-przerwała mi.
-Justin...Proszę Cię... Nie rozmawiajmy o tym ja zapomnę co widziałam i tyle.-odeszła ode mnie idąc w kierunku drzwi. Złapała za klamkę i odwróciła się w moją stronę. Nasz spojrzenia się skrzyżowały, ale nie na długo. Melanie otworzyła drzwi i wyszła. Obróciłem się słysząc kroki. 
-Po co do niej dzwoniłaś?-spytałem patrząc mamie w oczy. Nie odezwała się tylko minęła mnie i weszła do kuchni. Wyciągnęła jakieś opakowanie leków i wzięła dwie tabletki. Westchnąłem głośno i wyszedłem z domu. Wsiadłem do swojego samochodu. Wziąłem telefon i wybrałem numer Marcusa. 
-Podaj mi adres tej całej Naomi.-powiedziałem, poprawiając się na siedzeniu. Marcus powiedział mi gdzie mieszka. Wyjechałem z podjazdu wcześniej sprawdzając czy mam paczkę dla Naomi. 
Wjechałem na podjazd przed dużym domem. Wysiadłem  z samochodu wcześniej zabierając z schowka paczkę z kokainą. Zadzwoniłem do białych drzwi. otworzyłam mi wysoka brunetka. 
-Justin tak?-spytała wyciągając rękę ku mnie. Potrząsnąłem lekko jej rękę. 
-Tak, a ty..-spytałem wchodząc do środka. Brunetka poklepała mnie po ramieniu pokazując, aby za nią poszedł. Otworzyła jakieś drzwi i ku moim oczom ukazały się dziewczyny. I to nie dwie czy trze, a około dwudziestu. Wszystkie spojrzały na mnie, a ja tylko się uśmiechnąłem. Większość zapiszczała i poszły do basenu. Odpowiadało mi to, że byłem jedynym chłopakiem tutaj. 
-Justin. Marcus dzwonił, że przyjedziesz. -obróciłem się w stronę dziewczyny. Była wysoka i miała długie brązowe włosy. 
-Twoje zamówienie.-podałem jej paczkę, którą od razu otworzyła. Przeliczyła paczuszki. 
-Okey. Choć dam Ci pieniądze.- złapała za moją dłoń i przeszliśmy przez jakim mały korytarz. Otworzyła drzwi na końcu korytarza i weszliśmy do pokoju. Ściany były czerwone i jedyny mebel w jakim nim stał to duże łóżko z baldachimem. Trochę to dziwne, ale nie wnikam. 
-Oto twoje pieniądze.-brunetka przejechała jedną ręka po moim bicepsie po czym obeszła mnie dookoła stając na przeciw mnie. Przygryzła wargę i przybliżyła swoje ciało bliżej mojego. Uśmiechnąłem się cwaniacko i przejechałem ręką po jej udzie przysuwając ją jeszcze bliżej. Zebrałem jej włosy na jedną stronę i zacząłem całować jej szyje. Poruszyłem się do przodu. Rzuciłem Naomi na łóżko, a sam zrzuciłem z siebie bluzkę i kurtkę. Schyliłem się na nią całując zachłannie jej usta. Naomi przejechała dłonią po moim brzuchu. Podniosłem się do pozycji siedzącej razem z brunetką. Przerzuciłem jej włosy na prawe ramię wbijają moje usta w zakłębienie jej szyi. Jedną rękę trzymałem na jej pupie, a drugą przesunąłem do zapięcia jej stanika. Rzuciłem go na gdzieś na podłogę. Wziąłem jedną pierś do ust i zacząłem ją ssać. Naomi pociągnęła za moje włosy co cholernie mi się spodobało położyłem ją pod sobą ściągając jej majtki. Zdjąłem swoje spodnie i bokserki. Brunetka pociągnęła moje włosy, kiedy w nią wszedłem. Potrzebowałem zapomnienia, a ta dziewczyna daje mi najlepsze rozwiązanie moich problemów. Przyspieszałem swój rytm na co brunetka wbijała paznokcie w moje plecy. Jutro będą miał niezłe ślady po zabawie z nią, ale tego potrzebowałem. Robiłem to coraz szybciej i szybciej, a brunetka ciągnęła moje włosy i jęczała.
-Justin!-pisnęła, kiedy oboje doszliśmy. Opadłem na jej ciało próbując wyrównać oddech. Wdech... Wydech Justin. Pomyślałem podnosząc się na ramionach nad Naomi. Pocałowałem delikatnie jej usta opadając na miejsce obok niej. Wtedy zadzwonił mój telefon. Nie patrząc na wyświetlacz przeciągnąłem zieloną strzałkę.
-Halo?-przeczesałem włosy brunetki, która leżała teraz na moim torsie. 
-Justin.-powiedziała Melanie. Momentalnie podniosłem się do pozycji siedzącej 

***
Hej dzisiaj mam dla was nowiutki rozdział :) Myślę,że się wam spodoba jeśli tak LICZĘ NA KOMENTARZE! :)



NOWA POSTAĆ : 
 Naomi Ora 20 lat 
Jest pewną siebie dziewczyną. Miała problem z narkotykami. Teraz kupuje narkotyki i sprzedaje je dalej. 
Jest bogata dzięki pewnej pracy. 
 










 

środa, 4 lutego 2015

9.Yelling and screaming.

MELANIE POV*
Po wczorajszej sytuacji nie chciałam iść do szkoły. Wiedziałam, że ten pieprzony dupek będzie za mną chodził i przepraszał, ale to było na marne. Dwa dni temu mówił "nie jesteś laską do ruchania"... "jesteś tylko moja"... A co robił kolejnego dnia? Dobierał się do mnie. Wiedziałam, że chodzi mu tylko o jedno.
Od wczoraj wydzwaniał do mnie z milion razy i wysyłaj milion sms-ów. Był tak natrętny, że nie wytrzymałam i wyłączyłam telefon.
Otworzyłam swoją szafkę i wyciągnęłam z jej książki do francuskiego.
-I jak tam sytuacja?-powiedział delikatny głos. Obróciłam się do Rose. Nie spytałam jej o zgodę tylko ją przytuliłam.
-On jest dupkiem. Nie dał mi spać przez prawie całą noc. Nie włączyłam do tej pory telefonu.- westchnęłam odsuwając się od niebieskookiej.
-Może dałabyś mu szansę?- powiedziała Selena, która dopiero przyszła. Wzruszyłam ramionami i poszłam pod salę do francuskiego. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, byłam nieźle wściekła na Justina.
Wiedziałam, że jest dupkiem. Po prostu wiedziałam, był taki jak inni, a miałam nadzieje, że jest inny.
-Hej.- usłyszałam męski głos i się obróciłam. Stał obok mnie wysoki brunet, miał kasztanowe oczy i był dobrze zbudowany. Jednak jego uśmiech był najlepszy.
-Hej. Nie widziałam Cię tu wcześniej.-powiedziałam, poprawiając wiecznie opadające ramiączko od  torebki.
-Zac.-wyciągnął rękę ku mnie.
-Melanie.-zrobiłam ten sam gest. Uśmiechnęłam się co chłopak odwzajemnił.-Ale dla znajomych Mel.-dodałam. Czułam na sobie czyjeś spojrzenie i nie był to Zac. Obróciłam się i zobaczyłam Justina. Wzdrygnęłam się na jego widok. Pociągnęłam Zac'a za rękaw od skórzanej kurtki. Wyszłam z nim na dziedziniec, a inne dziewczyny patrzył się na Zac'a uśmiechając się do niego.
-Czemu to zrobiłaś?- spytał z rozbawieniem wymalowanym na twarzy. Rozejrzałam się po dziedzicu sprawdzając czy przypadkiem Justin nie poszedł za nami. Wiedziałam, że mógłby pobić się z Zac'iem, gdy ten go zdenerwował.
-Tak po prostu.- znów rozejrzałam się dla upewnienia, że Justin gdzieś nie ma. Westchnęłam z ulgą. Nigdzie go nie było.
-Jesteś dziwna.- stwierdził po czym się zaśmiał przykuwając uwagę kilku osób. Uśmiechnęłam się na jego słowa. Rozmawialiśmy jeszcze przed krótką chwilę gdy zadzwonił dzwonek na lekcje. Pożegnaliśmy się i każde z nas ruszyło do swojej klasy. Usiadłam z Seleną jak dawniej. Poczułam jak ktoś dotyka moich pleców, obróciłam się i zobaczyłam Austina.
-To od Justina.-powiedział podając mi kartkę. Przewróciłam oczami otwierając kartkę.

Wiem jestem skączonym idiotą. Palantem do potęgi drugiej, ale chcesz abyś pszyszła przed w-f na dziedziniec. Proszę :) 
Justin.

Westchnęłam i włożyłam kartkę do torebki. Nie wiedziałam czy chce z nim się spotkać. Może jest zły za to co widział. Ale przecież ja nic z Zac'iem nie robiłam. Tylko normalnie rozmawialiśmy jak kolega z koleżanką.
Lekcja minęła bardzo szybko jak na złość. Była przerwa na lunch, a co za tym szło, była to przerwa przed wuefami. Byłam zdenerwowana jak nigdy. Nie chciałam iść do niego, bo wiedziałam, że jest zły. A to ja powinnam być na niego wkurwiona. Był idiotą. 
Pchnęłam potężne drzwi i wyszłam na dziedziniec. Blondyn stał oparty o drzewo. Przełknęłam głośno ślinę i podeszłam do niego. Rozejrzałam się do okola było tam mnóstwo nastolatków.
-Czego chciałeś.- powiedziałam szorstką. Przełożyłam cały ciężar ciała na prawą nogę. Założyłam ręce na piersi i spojrzałam na Justina. 
-Chciałem, abyś mi wybaczyła. Podniosło mnie wczoraj i dobrze o tym wiesz.- przybliżył się do mnie, a ja odsunęłam się do tyłu. Co spowodowało, że Justin patrzał na mnie ze wściekłością. Wyprostowałam się i nie chcą patrze w jego oczy patrzałam na wszystkich dookoła. 
-Jesteś idiotą.-powiedziałam w końcu patrząc w jego brązowe oczy. Nie były takie jak wcześniej. Były tak jakby puste i pociemniały. Wzdrygnęłam się i zrobiłam kolejny krok w tył. Justin zrobił krok do przodu i uklęknął. Spojrzałam na niego zdziwiona, a wszystkie wokół spojrzeli na nas. 
-Przepraszam okey? Jestem pieprzonym idiotą, debilem i chujem. Nie zasługuje na taką osobę jak ty, ale przepraszam.- spojrzałam znów w jego oczy i powrócił ten dawny blask. Nie wiedziałam co powiedzieć po prostu stałam tam patrząc się w jego oczy. Jestem debilem, ale uroczym.- pomyślałam. Westchnęłam. Justin podniósł się i stanął tak blisko mnie, że brakowało paru milimetrów, aby nasze klatki się stykały. 
-Przepraszam.- szepnął. Złapała mnie za biodra i przysunął bliżej mnie. 
-Jesteś dupkiem.- szepnęłam i położyłam głowę na jego torsie.- Ale moim.-powiedziałam bardziej do siebie, aby tego nie usłyszał.
-Tak tylko twoim.- powiedział na co się na niego spojrzałam. Zmrużyłam oczy. Albo ma taki dobry słuch, albo czyta mi w myślach. 
-Tak. Jesteś debilem.- odłożyłam głowę na to samo miejsce co wcześniej, a Justin tylko się zaśmiał kręcąc przy tym głową.-Jestem głodna idę na lunch.-dodałam i ruszyłam przed siebie. Poczułam jak Justin splata nasze palce. Spojrzałam w bok. Justin jeszcze nigdy nie łapał mnie za rękę. To było coś nowego. Albo chce pokazać, że mu zależy. Albo chce pokazać wszystkim, że i tak mnie zaliczy. Moje myśli czasami mnie rozwalają. 
Weszliśmy do stołówki. Wzięliśmy czerwone tace i wybraliśmy jedzenie, potem zapłaciliśmy i usiedliśmy przy oknie. Kiedy jedliśmy żadne z nas się nie odezwało. Czasami wymienialiśmy się spojrzeniami, czasami się do siebie uśmiechaliśmy, ale nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Wstałam od stołu biorąc ze sobą swoją tace. Justin zrobił to samo i znów złączył nasze palce. Uśmiechnęłam się do niego. 
-Co teraz masz?- spytał chowając swój telefon do kieszeni spodni. Zaśmiałam się. Czasami był taki głupiutki.-No co?- zatrzymał się patrząc na mnie z uniesioną jedną brwią. 
-Mamy wuef Justin. Mam sklerozę czy coś?- znów się zaśmiał w odpowiedzi Justin wziął mnie na ręce w stylu panny młodej i szedł przed siebie.
-Gdzie panienkę zawieźć?- spytał z francuskim akcentem, lekko bujając mnie na rękach jak małe dziecko. Nie zwróciłam uwagi na ludzi, którzy się na nas gapili. Olałam ich i chciałam bawić się dobrze z  Justinem puki się coś nie spieprzy. Teraz patrząc z perspektywy czasu czuje się jakbyśmy byli ciągle kłócącym się małżeństwem. 
-Proszę pod przebieralnie dla dziewcząt.- udawałam, że kawałem  kartki to mój wachlarz. Justin się zaśmiał. Uwielbiałam jego śmiech był taki... Nie wiem jak do opisać, ale był genialny i sprawiał, że się uśmiechałam. 
Justin postawił mnie przy samym wejściu do szatni. Złapała za moje biodra i przysunął mnie do siebie. Delikatnie musnął moje usta. Justin odsunął się ode mnie i wszedł do swojej szatni. Ja zrobiłam to samo. 
Podeszłam do swojej szafki w szatni i wyciągnęłam swój strój na wuef. Przebrałam się po czym usiadłam na ławce i założyłam buty do biegania. 
-Idziemy?- spytała Rose. Kiwnęłam głową i wyszłyśmy z szatni. Poszłyśmy na dwór i stanęłyśmy przy wszystkich dziewczynach. Przyszła do nas pani Deep i musiałam znów wysłuchiwać wymówek trzech tapeciar. 
-Ustawiamy się i robimy dziesięć okrążeń.- powiedziała do nas nauczycielka mieliśmy się ustawiać, kiedy kort zajęli chłopcy.- Ale co to ma być?- spytała pani Deep, pana Malika. Zaczęli wymienić się słowami kto powinien dzisiaj używać kortu. Po dłużej dyskusji pani oznajmiła nam, że biegają dzisiaj dziewczyny jak i chłopcy. Wszyscy się ustawili i zaczęliśmy biegnąć. Oczywiście chłopcy są od nas szybsi i wyfrunęli na sam początek na burza. Jedynie Austin biegną obok Rose trzymając ją za rękę. Uważam,że byli najsłodszą parą jaka mogła być w tej szkole. Spojrzałam kto prowadził i ku moim oczom ukazał się Justin i Zac. Jednak i tak Justin był o te dwa metry dalej od Zac'a. Wiedziałam, że Justin'owi on się nie spodobał. 
Wszyscy przebiegli już równe dziesięć okrążeń. Stanęliśmy przy naszych nauczycielach.
-Stwierdziliśmy, że dzisiaj zagracie wszyscy w kosza. Oczywiście wszyscy razem.- dziewczyny westchnęły, a chłopcy tylko przybijali ze sobą piątki. 
Staliśmy już na boisku rozdzieleni na drużyny. Ja i Rose byłyśmy z Austinem, a Katy i Selena z Justinem. Oraz byli też inni. 
Po dziesięciu minutach drużyna Justina wygrywała z nami o dwa kosze. Znów zaczynaliśmy my. Austin powiedział, że mam iść na atak bo jestem za dobra na obronę. Brunet podał mi piłkę, a ja biegłam przez siebie, kiedy poczułam jak ktoś przekłada mnie przez ramie. Justin się zaśmiał. 
-JUSTIN! To wbrew regulaminowi.- pisnęłam uderzając go pięściami w plecy. On za to oddał mi tylko, że w tyłek.- Postaw mnie! Gdzie jest sędzia! Czy ktoś?-pisnęłam nadal uderzając Justina pięściami w plecy i machając nagami. Poczułam, że Justin postawił mnie na czymś. Była to ławka. Dzięki niej zyskałam parę centymetrów i byłem taka wysoka jak Justin. Uśmiechnął się do mnie, a ja zagryzłam wargę. Przysunął mnie bliżej siebie i pocałował. 
-Na prawdę jesteś idiotą.-powiedziałam mu w usta. Jednak pani Deep kazała nam wrócić na boisko i miało się to więcej nie powtórzyć. 
Po wuefie wszyscy rozeszli się do swoich szatni. Przebrałam się i poczekałam na dziewczyny. To była nasza ostatnia lekcja więc stwierdziłyśmy, że pójdziemy na pizzę. 
Weszłyśmy do pizzerii zamawiając sobie pizzę. Wybrałyśmy sobie stolik. 
-I co jednak się pogodziliście?- spytała Rose poprawiając usta błyszczykiem. Kiwnęłam tylko głową w potwierdzeniu. 
-Jesteście słodcy.- stwierdziła Katy uśmiechając się. Odwzajemniłam ten gest. Wtedy do pizzerii wszedł Zac z kolegami. Uśmiechnął się do mnie, a ja pomachałam mu delikatnie dłonią. Po chwili przyszedł z kolegami do naszego stolika. Selena i Katy rozmawiały z jakimiś dziewczynami, a Rose ze swoim kuzynem. Zac usiadł  obok mnie kładąc rękę na oparciu siedzeń w wyniku czego wylądowała ona za mną. Śmialiśmy się i gadaliśmy. Po czym kobieta przyniosła nasze zamówienie jak i chłopaków. Znów otworzył się drzwi, ale nie przykułam jakieś uwagi kto wszedł do pomieszczenia. 

JUSTIN POV*
Byliśmy strasznie głodni, a najlepsza pizzeria jaka jest u nas w mieście jest blisko naszej szkoły więc był to wielki plus. Weszliśmy do pomieszczenia i stanęliśmy przy ladzie.
-Obróć się. - powiedział zły Austin. Obróciłem się i zobaczyłem Mel siedzącą z tym całym Zac'iem i jego kolegami. Zacisnąłem pieści i podszedłem do stolika. 
-Dzień dobry. Nie przeszkadzam? - spytałem patrząc na Mel, która patrzyła na mnie z wielkimi oczami. Zac poprawił się na siedzeniu to samo zrobili wszyscy obecni przy stole. 
-To nie tak.- powiedziała brunetka stając na przeciw mnie.- Na prawdę.- powiedziała ciszej. 
-Tak kurwa w cale. Najpierw rozmawiasz sobie z nim w szkole. A teraz kurwa razem pizza.-prychnąłem.-Jeszcze się z nim prześpij.- zacisnąłem pieści jeszcze bardziej. Rozumiem wczoraj mogła być na mnie zła, bo zrobiłem źle i dobrze o tym wiem, ale tego jej kurwa nie daruję,
-Justin.-pisnęła. Nie obchodziło mnie to jak bardzo jest zraniona jest moja i żaden inny gościu się do niej nie zbliży. Wszyscy chłopacy patrzali na mnie. Austin nie dziwił się mnie, bo sam "rozmawiał" głośniej z Rose. 
-I ty mi mówisz, że jestem popierdolony?-odsunąłem się od niej. Ona zrobiła krok do przodu, a ja znów do tyłu. Potem przyszedł do nas kierownik i wszystkich nas wyprosił i dał nam ostrzeżenie.
Ruszyłem przed siebie nie patrząc na nic byłem mega wkurwiony. Słyszałem za sobą kroki. Stanąłem przy jednej z kamienic i uderzyłem z całej siły pięścią w ścianę. 
-Justin nie rób tak!-pisnęła Melanie oglądając moją dłoń.-Choć do mnie opatrzę Ci to!-krzyknęła ciągnąc mnie za sobą. 
-Och teraz się martwisz. Idź zrób mu loda.- Melanie przystanęła patrząc na mnie. 
-Wiesz co? Mam Cie dość. Mogłam nie przyjmować twoich przeprosiń debilu! Tylko jadłam z nim pizze!-krzyknęła tupiąc przy tym nogą. 
-Nie lubię go.-przyznałem. 
Uległem jej i poszedłem z nią dalej. Szliśmy przez dłuższy czas. Nic nie mówiliśmy tylko szliśmy przed siebie. Splątałem nasze palce razem, Melanie nie zareagowała. Nie odtrąciła mojej ręki, ani na mnie nie nakrzyczała po prostu szła. Lubiłem ją i to bardzo, więc miałem prawo zdenerwować się, że ten debil siedział przy niej. I jeszcze ta ręką wokół jej talii. Jeśli ona by coś do mnie czuła nie pozwoliła by mu na to. Westchnąłem głośno dalej idąc za Mel. Czasami chciałem, aby była przy mnie blisko i pozwoliła mi zbliżyć się do siebie trochę bardziej. Nie chodziło mi o seks. Chciałem ją mieć tylko dla siebie. Była moja.
-Justin. Obiecaj mi, że go przeprosisz oraz zapomnisz o tym i nie będziemy do tego wracać. Nie lubie się z tobą kłócić.-powiedziała stanowczo patrzą mi prosto w oczy. Nie chciałem, aby ten skurwiel pomyślał, że może się do niej zbliżać. 
-Okey.- powiedziałem od niechcenia. Melanie tylko kiwnęła głową i wsiedliśmy razem do autobusu. Kupiłem dwa bilety i pojechaliśmy na ulice na której mieszkała Melanie. 
Wysiedliśmy z autobusu i poszliśmy w stronę kamienicy w której mieszkała brunetka. Poszliśmy na odpowiednie piętro i weszliśmy do jej mieszkania. 
-Choć.-powiedziała ciągnąc mnie za sobą do łazienki. Kazała mi oprzeć się o umywalkę, a sama szukała apteczki. Wyciągnęła wodę utlenioną i przemyła moje rany po czym zawinęła je w bandaż. Wyszliśmy z łazienki i poszliśmy do niej do pokoju. Ona usiadła na łóżku, a ja na fotelu. Przyjrzałem się jej jeszcze bardziej. Była na prawdę bardzo piękna. Uśmiechnęła się widząc, że się na nią patrzę. 
-Jesteś piękna wiesz.- stwierdziłem siadając obok niej. Ona nic nie powiedziała tylko zachichotała.-Podobasz mi się Mel. Bardzo.- oblizałem usta i przybliżyłem się do niej całując ją delikatnie.
-Podobasz mi się Justin.-zamarłem. 


***
Hej kochani! To znów ja hahah :)
Przychodzę do was z kolejnym rozdziałem. LICZĘ NA KOMENTARZE! 
Ten rozdział jest dedykowany Ewci :****
Pozdrawiam :* 
Tutaj macie link do jej opowiadania : KLIK 
Zapraszam serdecznie :* Buziaki. 
 

8. You're a fucking idiot Justin.

MELANIE POV* 
Wstałam z mocnym bólem głowy. Poczułam czyjąś rękę na swojej talii obróciłam się i zobaczyłam śpiącego Justina wtulonego w moją szyje. Zachichotałam zostawiając pocałunek na jego czole. Delikatnie odsunęłam jego rękę z moje talii i jak najciszej potrafiłam próbowałam wyjść z pokoju i pójść do łazienki. Wyszłam na korytarz i szybkim krokiem ruszyłam w stronę łazienki. Załatwiłam swoje potrzeby fizjologiczne i wróciłam na pokoju.
Zamknęłam drzwi i lekko się wzdrygnęłam, gdy przede mną stanął blondyn.
-Cześć.-powiedziałam machając delikatnie dłonią.
-Gdzie byłaś?-spytał przyciągając mnie bliżej swojego ciała. -Nie lubię się budzić bez ciebie obok.-szepnął mi do ucha. Po czym ucałował zagięcie jej szyi co sprawiło, że cicho jęknęła.
-Była w toalecie.- zachichotałam, gdy poczułam jego dłoń na moich bokach. Justin podniósł głowę i cwaniacki uśmieszek pojawił się na jego twarzy.
-Ty masz łaskotki.- stwierdził prowadząc mnie w stronę łóżka. Mogłam powiedzieć, że miałam okropne łaskotki. To była moja pięta Achillesa. I nie chciałam, aby Justin użył jej przeciwko mnie. Przecież mógł chcieć doznać rozkoszy ze mną w roli głównej i co wtedy? Zaczął by mnie łaskotać, a ja by się poddała? To głupie, ale prawdziwe.
-Umm... Co ty robisz?- spytałam gorączkowo, kiedy Justin upadł razem ze mną na łóżko. On tylko się zaśmiał i zaczął mnie łaskotać.
-Będziesz grzeczna?-spytał łaskocząc mnie we wszystkie możliwe miejsca. Zaśmiałam się w niebo głosy.
-Jus..Justin! Przestać!- wy piszczałam pomiędzy śmiechem, a łapanym powietrzem. Justin odczepił ode mnie ręce pochylając się nad mną i zostawił pocałunek na moim nosie.
Wstał ze mnie i założył swoją bluzkę, która wczoraj była cała mokra od mojego wodospadu łez. Westchnęłam wyciągając ubrania z mojej torby. Mieliśmy wtorek, ale było to jakieś święto więc mieliśmy wolne od szkoły. Cieszyłam się niezmiernie chociaż z 24 godzin wolnego. Mogłam iść na pizze ze znajomymi, albo na małe zakupy. Weszłam do łazienki i wyciągnęłam swoją kosmetyczkę z torby.
-Nie robiliście nic na moim łóżku prawda?- usłyszałam delikatny głos, który mógł należeć tylko do jednej osoby.
-Tylko spaliśmy.- odrzekłam kończąc makijaż. Niebiesko oka tylko wypuściła głośno powietrze i przetarła teatralnie czoło jakby czym się zmęczyła.
-To dobrze, bo spaliście pod moją ulubioną pościelą.- odarła się o framugę drzwi.
-Nie martw się nie jestem łatwa. Nie dam mu satysfakcji i nie pójdę z nim do łóżka. Za bardzo nienawidzę mężczyzn, żeby z nim to zrobić.-odpowiedziałam wzdychając. Spojrzałam w lustro i nie nawiedziłam tego co widziałam. Przez pieprzone siedemnaście lat musiałam użerać się z ojcem pijusem. Nie nawiedziłam siebie za to, że pozwalałam mu bezkarnie mnie bić. Nikt nie wie jaka jestem na prawdę i chyba raczej się nie dowie. Nigdy w życiu nie miałam przyjaciół, bo w moim mieście poszczekali mnie jako córkę pijaka Freda. Przez wiele lat śmiali się ze mnie i mnie obrażali. Nikt nie wiedział jak bardzo przez to cierpiałam.
-Hallo ziemia do Melanie!- karmelowo włosa machnęła mi przed twarzą ręką.-Słuchałaś mnie? - spytała, a ja tylko przecząco pomachałam głową.
-Przepraszam odpłynęłam.- oparłam się o szafkę i westchnęłam.
-Chcesz pogadać?- spytała mnie Rose z opiekuńczym tonem. Nie wiem czy byłam w stanie jej opowiedzieć o wszystkim. Ale w sumie jest to dla mnie zbyt ciężkie brzemię, które dźwigam już od wielu lat.
-Obiecaj, że to zostanie między nami.- założyłam ręce na piersi i spojrzałam na Rose. Ona zrobiła to co w szkole, kiedy przysięgała.
Zamknęła drzwi od pokoju, aby nikt nam nie przeszkadzał. Usiadłyśmy na łóżku Rose, a ja nerwowo bawiłam się palcami.
-Możesz mówić.- dziewczyna potarła moją dłoń w geście, który miał mi chyba pomóc.
-Może zacznę od tego dla czego się tu przeprowadziłam...- urwałam, ale Rose mi nie przerwała, nie machała ręką bym kontynuowała, tylko po prostu czekała.- Mój ojciec był pijakiem. Kiedy był zapity przychodził do domu i robił awantury...- urwałam zaciskając szczękę na wspomnienia.- Kiedy mama nie dawała mu pieniędzy bił ją. Zawsze stawałam w jej obronie, a on brał pasek i mnie nim bił.- łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Rose podała mi opakowanie chusteczek, które pachniały jagodami.
-Dziękuje Bogu tylko za to, ze bił mnie po plecach, a ja zawsze miała na sobie grubą bluzę i nie mam śladu po pasku.- wysmarkałam nos i wyrzuciłam zużytą chusteczkę do kosza.
-Kochanie, choć tu.- Rose rozłożyła ramiona, a ja mocną ją przytuliłam jakbyśmy się żegnały. Dziękowałam dziewczynie, że nie mówiła żadnych tekstów typu "musisz to zgłosić na policje" . Rose potarła moje plecy w geście uspokojenia. Od razu przypomniało mi się jak wczoraj Justin nic nie mówiąc głaskał mnie po plecach. Nie spytał co mi jest, czy mi odbija... Tylko po prostu był. Wiedział, że jeśli zacznie rozmowę będę płakać przez całą noc. I dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wczoraj wyznał mi, że "jesteś tylko moja"... Te słowa rozbrzmiewały w mojej głowie. Jak mogłam być jego skoro nawet mnie nie znał. Nie wiedział o mnie prawie nic.
-Gdzie jest Justin?- spytałam Rose odsuwając się od niej.
-Pojechał gdzieś z Chris'em i Austin'em.- odrzekła. - Będą o 15. Tak przynajmniej mi mówili. -skinęłam tylko głową i wstałam z łóżka, wtedy do pokoju w paradowały Sel i Katy.
-Robiliście to!?- obie powiedziały gorączkowo w tym samym czasie. Rose prychnęła i wywróciła oczami.
-Nie.- powiedziałam i założyłam na siebie bluzę.
-Może się rozerwiemy? Małe zakupy? - spytała Rose wciągając na nogi białe air forcy. A ja uświadomiłam sobie, że nie mam pieniędzy. Spojrzałam na Rose, ona się uśmiechał.
-Nie martw się, ja zapłacę za wszystkie twoje rzeczy.- powiedziałam mi na ucho.
-Al..- przerwała mi niebiesko oka zakładając beżowy sweter.
-Nie ma żadnego "ale" Mel.- skarciła mnie palcem. Przerwałam walkę z Rose, bo i tak pozostała by przy swoim.

***


Weszłyśmy do wielkiego centrum handlowego. Nigdy nie robiłam zakupów w takiej galerii. Zazwyczaj tam gdzie mieszkałam chodziłam do second-hand'ów.
-Kupimy Ci jakąś seksowną bieliznę.- powiedziała do mnie Selena,a dziewczyny się z nią zgodziły. Pojechałyśmy ruchomymi schodami na górę.
-No chyba nie.- pisnęłam, gdy stałyśmy przy Victoria's Secret . Nie musiałam kupować, aż tak drogiej bielizny.
-Dzień dobry.- przywitała się z nami wysoka blondynka.
-Dzień dobry.- powiedziałyśmy wszystkie w tym samym czasie na co się zaśmiałyśmy. Kobieta uśmiechnęła się do nas.
-Chciałyśmy kupić bieliznę dla koleżanki.-Selena pokazała na mnie, a na moje policzki lekko się zarumieniły. Nigdy nie byłam w takim sklepie. Znaczy byłam, ale nie w aż tak ekskluzywnym. Wszystkie ściany były delikatnie różowe, a szklane szafy na których wisiała bielizna były ciemno różowe. Na niektórych ścianach były wizerunki modelek. Na prawdę podobało mi się w tym sklepie.
Blondynka pokazała mi wiele rodzajów bielizn, a ja wybrałam pięć z dwudziestu możliwych. Jednak Rose nie zgodziła się bym tak mało wzięła i kupiła mi jeszcze dodatkowo piętnaście pozostałych zestawów, które przymieszałam. Chciałam ją tam zabić za to, że wydaje na mnie tyle kasy. Weszłyśmy jeszcze do wielu innych sklepów i Rose kupiła mi wiele rzeczy. Nie powinna, bo nie chciałam ją obciążać wydatkami z mojej strony, ale ona stwierdziła, że to są prezenty od niej i mam nie marudzić.
Po zakupach poszłyśmy do Starbucks'a. Zamówiłyśmy sobie kawy i usiadłyśmy przy stoliku.  Dobrze, że Starbucks był dalej od galerii, więc mogłam zostawić wszystkie torby w bagażniku. Odetchnęłam z ulgą, gdy z moich rąk zniknęły te wszystkie torby. Ktoś powiedział nasze imiona i Katy poszła po nasze zamówienie.

Wypiłyśmy kawy i pojechałyśmy do domu Rose, była godzina 17:24 i Rose stwierdziła, że chłopcy już są i będą na nasz źli. Wszystkie się zaśmiałyśmy, bo tak na prawdę Rose nie widziała się z Austinem od jakiegoś tygodnia i się za nim stęskniła.
Zatrzymałyśmy samochód na podjeździe. Było to trochę dziwne, bo nie stało na podjeździe, żadne z aut chłopaków. Weszłyśmy do domu, ale nie było słychać, żadnych śmiechów chłopaków, ani ich kłótni czy głupich rozmów.
-Cześć dziewczyny. - powiedziała mama Rose, przytulając każdą z osobna.
-Mamo chłopcy jeszcze nie przyjechali?- spytała Rose z iskierkami w oczach, że chłopacy bawią się tylko z nami w chowanego. Pani Shaw pokręciła przecząco głową zakładając płaszcz na siebie.
-Kochanie my musimy jechać z tatą na ważną kolację. Bądź grzeczna.- kobieta podeszła do Rose i ją przytuliła po czym wyszła z domu. Karmelowo włosa westchnęła.
-Debil.- powiedziała, a my wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.-Och cicho.- tupnęła nogą jak małe dziecko wytykając przy tym język.
-Oj Rose! Przecież jeszcze zdążysz zabrać Austina na górę do pokoju.- powiedziała Katy. Wszystkie wybuchłyśmy śmiechem i wtedy zadzwonił mój telefon. Wszystkie się na mnie spojrzały.
-Justin.- oznajmiłam.
-Twój Romeo.- zaśmiała się Katy mrugając przy tym rzęsami. Wszystkie dziewczyny się zaśmiały, a ja odebrałam połączenie.
-Halo?- spytałam bawiąc się końcówkami włosów.
-Hej. Jak tam?- wtedy zmarszczyłam brwi. To nie był głos Justina tylko Chrisa, a w tle można była słyszeć krzyki Justina.
-Oddaj ten telefon kutasie!- przebił się głos Justina. Zaśmiałam się na jego słowa, a dziewczyny zmarszczyły brwi.
-Justin chciał Ci przekazać...-wtedy usłyszałam szelest i ktoś przejął telefon.
-Nie słuchaj go.-powiedział z irytacją Justina.-To jebany fiut.-mogłam poznać, że się uśmiechał.
-Kiedy będziecie?-spytałam biorąc popcorn do ust. Dziewczyny wybierały film, a ja wstałam i poszłam do okna.
-Za jakąś godzinę.-westchnęła.- Aż tak się stęskniłaś.- zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami.
-Nie za tobą nigdy.- zaśmiałam się.
-Pff.-mogłam sobie wyobrazić, że wywraca oczami. Zaciągnęłam rękawy od bluzy w taki sposób, że było widać mi tylko trochę palcy.-Muszę kończyć.-powiedział Justin i od razu się rozłączył. Nie zdążyłam powiedzieć mu nawet pieprzonego "pa". Westchnęłam i wróciłam do dziewczyn.

JUSTIN POV*
-Jesteś fiutem Chris.-uderzyłem go ze ręki w tył głowy na co chłopacy się zaśmiali. Mieliśmy dzisiaj spotkanie z Marcusem, który był moim "wujkiem", kiedy miałem wypadek. Staliśmy z tyłu za domem Marcusa czekając na niego. W sumie miał być o 14, ale coś mu wypadło i miał się spóźnić godzinę. Jednak minęły już trzy pieprzone godziny, a go nadal nie było. Wstałam z swojego miejsca i przez otwartę okno od samochodu wyciągnąłem papierosy. Odpaliłem jednego i zaciągnąłem się nim.
-Przepraszam was za spóźnienie.-odrzekł Marcus otwierając drzwi od szopy z tyłu domu. Raczej tylko tak wyglądała, a w środku mieliśmy narkotyki oczywiście były szczelnie zamknięte i schowane w takim miejscu, że nikt obcy ich nie znajdzie.
-Usiądzie.- wszyscy wysunęli krzesełka i usiedli przy stole wpatrując się w Marcusa. On grzebał coś w swojej walizce po czym każdemu z nas dał paczki. Potem powiedział nam komu mamy je zawieść.
-Justin zawozisz to do Cezara.-powiedział Marcus zaznaczając coś na tablecie. Wrobiłem duże oczy i wstawałem w tak gwałtowny sposób, że krzesło z hukiem uderzyło o drewnianą podłogę.
-Ja do niego nie jadę!-podałem Marcusowi opakowanie z kokainą i wróciłem na miejsce grzecznie podnosząc krzesełko.
-Jakie kurwa nie jedziesz? To ja tu jestem szefem i będziesz robić co Ci każe, albo...- urwałem mu.
-Albo co? Dobrze wiesz o tym, że ten pieprzony gnój mnie nienawidzi. Znów wymyśli sobie bajeczkę, że mu się do córki dobierałem.- wyrzuciłem ręce w powietrzu, a chłopacy wybuchli śmiechem. Marcus uderzył pięścią w stół i wszyscy jak na zawołanie się przymknęli.
-Dobra. Chris ty bierzesz Cezara, a Justin Naomi. Pasuje?- spytał posyłając nam złowieszcze spojrzenie.
-Kurwa, a Naomi była taka dobra w łóżku.- odezwał się Chris robiąc smutną minę. Wszyscy wybuchli śmiechem nawet Marcus.
-Dlatego wiem czemu dawała Ci dwa razy więcej kasy. Ach. Wszystko stało się jasne.- zakpił Marcus, a wszyscy nadal się śmiali. Chris tylko prychnął głośno.-Dobra ruszajcie swoje dupska i jedzcie do domu.- wyszliśmy z pomieszczenia i wsiedliśmy do mojego samochodu. Wyjechaliśmy z podjazdu Marcusa, a za nami pięć innych samochodów, które potem odjechały w swoją stronę.

Po jakieś godzinę byliśmy już pod domem Chrisa. Wyszliśmy z samochodu. Przeszliśmy przez podjazd i weszliśmy do domu. Pierwszą osobę, którą zobaczyłem była Rose, która rzuciła się na Austina. Potem Chris usiadł obok Seleny i Katy. Ja rozejrzałem się po salonie, ale nie mogłem znaleźć Mel. Rose tylko kiwnęła mi głową, że jest w kuchni. Ruszyłem w kierunku pomieszczenia i zobaczyłem odwróconą tyłem do mnie brunetkę. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej łapiąc ją za biodra i przysuwając bliżej siebie.
-Matko!-krzyknęła wysypując popcorn na mnie. Zaśmiała się, a ja strzepałem popcorn z włosów.- Przepraszam. - powiedział i się zaśmiała. Uwielbiałem patrzeć na jej uśmiech i słyszeć jej śmiech, więc od razu na mojej twarzy wyrysował się uśmiech.
-Justin ona kupiła dziś bieliznę!-krzyknęła Selena z salon, a na policzkach brunetki pojawiły się rumieńce.
-Chce cię w niej zobaczyć.- powiedziałem i przysunąłem brunetkę bliżej mnie.
-Nie.- pokiwała energicznie głową.-Nie ma mowy Justin. Nie.- dodała. Uśmiechnąłem się do niej, a ona wytknęła do mnie język na co się zaśmiałem.
-Tylko jeden zestaw.-powiedziałem całując jej czułe miejsce na szyi. Ona tylko westchnęła.
-Wyszliśmy z kuchni i poszliśmy na górę, mówiąc Rose, że "pożyczymy" pokoju gościnnego. Oczywiście wszyscy widzieli podteksty w tym co powiedziałem i zaczęli unosić brwi.
Weszliśmy do pokoju gościnnego.
-Masz mnie nie podglądać.- powiedziała surowym tonę Melanie wchodząc do garderoby. Po chwili wyszła w czerwonej bieliźnie. Otworzyłem szeroko oczy i zagryzłem wargę widząc ją w całej okazałości. Cholera miała genialną figurę. Oblizałem usta wstając z fotele i podchodząc do niej. Od razu na jej twarzy pokazała się rumieniec, a ona opuściła głowę, aby jej głos zakryły twarz. Złapałem delikatnie jej podbródek i pocałowałem ją w usta. Ona go oddała. Przejechałem końcem języka po jej wardze, a ona otworzyła usta i tym razem nasz języki toczył walkę. Przysunąłem ją bliżej siebie i moja jedna ręka powędrowała do zapięcia jej stanika. Odpiołem go, a brunetka przywarła ciałem do mojego.
-Powaliło cię!-krzyknęła policzkując mnie i wbiegając do garderoby. Wszedłem za nią.
-Cholera Mel przepraszam.- pociągnąłem ją za nadgarstek w taki sposób, że teraz wtulała się w mój tors.
-Jesteś pieprzonym dupkiem Justin. Pieprzonym fiutem, któremu zależy tylko na seksie.-warknęła odchodząc ode mnie. Po jej policzkach spływały łzy.
-Mel...-nie wiedziałem co mam powiedzieć. 



***
Hej kochani! Oto kolejny rozdział! Myślę, że przypadnie wam do gust :) 
Szczerze myśle, że mógł by być lepszy, ale cóż. 
Przepraszam jeśli znów notka jest trochę za długa, ale wystąpiło to przez przypadek. Więc nie zważajcie na to uwagi (chodzi o pole na dole)
Liczę na komentarze, bo one dodając motywacji do pisania. 
 Miłego wtorku! :**









poniedziałek, 2 lutego 2015

7. You're mind.

JUSTIN POV* 
Brunetka stała w szoku. Chyba nadal nie zdawała sobie sprawy, że stoje na przeciwko niej. Czasami fascynowało mnie, że mimo tych 18 lat czasami zachowuje się jak zagubione dziecko.
Miała na sobie tylko któtkie spodenki i bluzkę i co dziwne nie miała stanika. Uśmiechnąłem się na samo myśl, że stoi przy mnie bez bielizny. Cwaniacki uśmieszek wdarł mi się na twarz. Jak zauważyłem coraz częściej to robił.
-Nie możesz tak po prostu być.- pisnęła zasłaniając swoje piersi. Z chęcią bym do niej podszedł i zciągnął z niej ubranie, ale musiałem powstrzymać swoje fantazje, gdyż w pokoju były trzy inne dziewczyny.
-Jestem u brata Rose.- kiwnąłą głową w strone karmelowo włosej. Ta tylko spojrzała się na mnie i znów utkwiła swój zwrok w telefonie.
Melanie tylko kiwnęła głową i zakłopotana spojrzała na swoje stopy. Jeden niesforny kosmyk włosów opadł na jej twarz, a ona jednym ruchem przełożyła go za ucho.
Bardzo chciałem się do niej zbliżyć w ten pieprzony sposób i dotknąć każdy centymetr jej ciała. Chciałbym całować jej czułe miejsce na jej szyji i doprowadzać ją tym do jęknięcia, które sprawiało mi ogromną satysfakcje. Miałem wiele myśli erotycznych z brązowo oką, ale wszystkiego nie da się od razu się zrobić.
-Justin fiucie idziesz!- usłyszałem rozśmieszony głos Chrisa. Czasami zachowywał się jak głupek, a czasami był, aż za poważny.- Witam panie.- ukłonił się robiąc ruch jakby zciągał kapelusz. Dziewczyny zachichotały, a ja z otwartej ręki uderzyłem go w tył głowy. Brunet masował bolące miejsce, a mi posyłał swoje złowrogie spojrzenie.
-Nie rób z siebie lalusia Chris.- przeżuciłem teatralnie oczami. Ten tylko pokiwał głową w nie dowierzaniu.
-Dobra choć Justinku, bo Mel zaraz spali się od twojego wzroku.- pociągnął mnie za rękaw od bluzy, a mnie zastanawiało skąd zna jej imie. Zeszliśmy do salonu. Chris podał mi jedno ze zimnych piw, a on włączył film. Dzisiaj stwierdziliśmy, że obejrzymy horror. Brunet przeczesał włosy dłonią, a ja upiłem łyka chłodnego piwa.
-Skąd ją znasz? Znaczy Mel...- powiedziałem biorąc popcorn do buzi.
-Rose trochę o niej mówiła... Wiesz jak to laski...- uderzył swoim piwem o moje i oboje upyliśmy łyka. -W sumie dobra z niej sztuka. Nie uważasz? - uśmiechnął się biorąc popcorn.
-Tak. Jest niezła.- przyznałem wpatrując się w gościa, który właśnie odciął noge jakiemuś kolesiowi. Chris cicho się zaśmiał, a ja nie zwróciłem na niego uwagi. Dalej oglądałem w zaciekawieniu film.
-Stary ten koleś to psychol. - stwierdził Chris, kiedy koleś z filmu "gwałcił" trupa jakieś dziewczyny. -To chorę.- stwierdził intensywnie patrząc w ekran telewizora.
-Wiesz każdy innaczej odczuwa swoje doznania seksualne. Akurat ten gość lubi ruchać trupy. Kto co lubi.- powiedziałem wzruszając ramionami.
-A ty co lubisz? Nie żebym był zboczeńcem, ale jestem ciekaw.- usiadł w taki sposób, że miał lepszy widok na mnie. Opuściłem głowe i się zaśmiałem.
-Nie chcesz znać moich fantazji erotycznych.- machnąłem ręką, kładąc ją na oparcie kanapy.
-Stary... Jesteśmy dużymi chłopcami. Gadaj! - powiedział z zainteresowaniem w głosie.
-Eh.. Lubie, kiedy dziewczyna krzyczy moje imie... Wtedy jest mi na prawdę dobrze. Czasami mogła by też pokazać trochę inicjatywy od siebie, na przykład używając jakiś gadżetów. Kręci mnie to.- powiedziałem uśmiechając się pod nosem. Fantazjowało mnie, kiedy dziewczyna się ze mną droczyła. Kochałem to. Czuć jak robi dla mnie mały striptiz rozbierając się powoli nade mną. Nie lubiłem zwykłego seksu, bez gry wstępnej. Mój seks musiał być przepełniony energią. Moja dziewczyna musi się czuć jak u seks instruktora. Musi wiedzieć kto rządzi w łóżku.
-To piątka pociąga mnie to samo.- przybiliśmy piątke śmiejąc się z siebie. Czasami rozmawialiśmy na takie tamaty, których nikt nie powinnien słyszeć.
-Stary obejrzyjmy coś innego.- stwierdziłem wyłańczając telewizor. Brunet pomyślał chwile i tylko uśmiechnął się z tymi iskierkami w oczach. Podniosłem brew do góry w zaciekawieniu.
-Porno.- uśmiechnął się znów, a ja odwzajemniłem uśmiech przybijając z nim piątke. Poszliśmy na górę do jego pokoju.


MELANIE POV* 
Siedziałyśmy w pokoju plotkując o gwiazdach i osobach z naszej szkoły. Mówiłyśmy o parach, które do siebie pasują, a które wręcz odwrotnie.
-Ciekawe co oglądają chłopcy.- palnełam i wybuchłyśmy śmiechem. Przecież było to oczywiste, że oglądają porno, a co innego by mogli robić. Nie wiem co ich fascynowało w tych filmach i nie chciałam wiedzieć. Dla mnie nawet ich nazwa była obżydliwa.
-Ej wystraszmy ich ciekawe co zrobią!- pisnęła Katy patrząc na każdą po kolei. Wszystkie wymieniłyśmy się spojrzeniami.
-Idziemy!- powiedziała Rose zeskakując z swojego łóżka. W sumie nie myślałam, że to zły pomysł, ale chciałam trzymać się zdala od Justina. A znając go znów będzie całować mnie po szyi, a jego ręce będa pieścić moje ciało. Wzdrygnęłam się na samą myśl, że ja i Justin moglibyśmy... Umm... Uprawiać seks. Jedyne co robiłam z chłopakiem to całowanie nic więcej, a Justin skradł już całą moją przestrzeń osobistą. Jednak był w tym mistrzem. Za każdym razem ulegałam mu i pozwalałam na dotknięcie się, pocałowanie czy przytulenie. Za pewne działał tak na każdą dziewczyne, ale ja czułam do niego ten cholery pociąg seksualny. Interesował mnie tak bardzo
intensywnie, kiedy mnie dotykał po prostu moja skóra eksplodowała od przypływu gorąca, a wszystkie zmysły przestały racjonalnie działać. Chciałam tak cholernie mu się oddać, ale wiedziałam, że nie mogę,bo była bym dla niego kolejną laską, którą udało mu się zaliczyć. Nie byłam łatwa i nie chciałam być. Muszę po prostu nie pozwalać przybliżać mu się do mnie.
-Cicho!- powiedziała szeptem Rose idąc przed nami do pokoju swojego brata. Delikatnie otworzyła drzwi i zobaczyliśmy chłopaków odwróconych do nas tyłem. Rose i ja żuciłyśmy się na Justina, a Kate i Selena na Chrisa.
-Cholera!- krzyknął Justin, kiedy runął z nami na ziemie. Zachichotałam zchodząc z niego i pomagając Rose wstać.
-Jesteście powalone!- pisnął Chris podnosząc swojego laptopa z podłogi.
-Zgadzam się. - po chwili dodał Justin otrzepując spodnie. Spojrzał na mnie i mogła poczuć jak jego oczy wiercą dziurę w moich piersiach. Zapomniałam, że nie miałam na sobie stanika, bo wygodniej mi się bez niego spało, a teraz żałowałam, że ściągnęłam go z siebie. Justin przysunął się do mnie, a ja zrobiłam krok do tyłu. Brunet podniósł brew do góry robiąc jeszcze jeden krok do przodu. A ja zrobiłam to samo co przedtem.
-O co ci chodzi?- brązowo oki spytał z zdziwioną miną. Uniosłam tylko ramiona ku górze i wyszłam z pokoju Chrisa. Czułam oddech na swoim karku. Obróciłam się wiedząc, że blondyn nie da za wygraną puki nie powiem mu o co mi chodzi.
-Co?!- spytałam patrząc na niego z dołu. Był ode mnie wyższy o jakieś osiem centymetrów, ale ja nadal miałam grymaśną twarz.
-O co ci chodzi?- powtórzył przybliżając się do mnie. Cofałam się do tyłu, aż moje placy oparły się o ściane, a klatka Justina była bardzo bliska mojej.
-Nie jestem głupią Justin, ani łatwa.- Justin miał zmieszanie wymalowane na twarzy.- I nie udawaj, że nic nie wiesz!- dźgałam palcem jego klatkę piersiową. Przeżyłam tyle w życiu, ze przez tego chłopaka się zapomniałam i za bardzo dałam mu naruszyć moją przestrzeń osobistą. Jeśli w ogóle on miał pojęcie co to jest.
-O czym ty mówisz?- spytał patrząc prosto w moje oczy.
-Myślisz, że nie wiem? Jestem kolejną pieprzoną laską, którą chcesz zaliczyć, ale Justin ja nie jestem taka głupia.-odrzekłam stając na przeciwko niego nie przejmując się tym, że był ode mnie wyższy. Justin wyrzucił ręce w powietrzu nie dowieżając temu co powiedziałam.
-Masz okres czy coś? Bo pieprzysz od rzeczy. - jego ton głosu był przepełniony kpiną.
-Nie Justin, nie mam pieprzonego okresu. Mówie Ci prawdę, a ty próbujesz odwrócić kota ogonem. I co myślisz, że zrobisz z siebie niewiniątko? Jesteś żałosny.- ominęłam jego ramie i weszłam do pokoju Rose. Wtedy stwierdziłam, że powinnam zostać na korytarzu, bo tam mogłabym mieć szybsze pole ucieczki.
-Nie mów, że sama byś tego nie chciała! Czujesz do mnie ten pieprzony pociąg seksualny i dobrze o tym wiemy.- powiedział stanowczo, zamykając za sobą drzwi. Połknęłam głosno śline nie wiedząc do czego jest zdolny, przecież nawet go nie znałam. Przysunął się bliżej mnie w taki sposób, że dzieliśmy się powietrzem.
-Nigdy w życiu nie zaciągniesz mnie do swojego łóżka Bieber.-splunęłam w jego strone, a na jego twarzy pokazał się cwaniacki usmieszek.
-Kto powiedział, że ruchałbym Cię w łóżku?-spytał kpiąco.
-Jesteś popieprzony!- stwierdziłam wymijając go i próbując ruszyć w strone drzwi. Jednak jego silna ręka objeła mnie w pasie i przyciągnęła do siebie. Zkrzywiłam się próbując wydostać się z uścisku Justina. Jego ustwa wylądowały na mojej szyi. Delikatnie przejechał językiem po moim czułym miejscu przez co zagryzłam wargę i jęknęłam przez zaciśnięte zęby. Jego wolna ręka uniosiła moją bluzkę od piżamy, a ja wierciłam się na wszystkie możliwe strony próbując wydostać się z uścisku blondyna. Ten zaśmiał się w zagięcie moje szyi idząc jak marne są moje próby wyśliznięcia się mu.
-Przecież dobrze wiesz, że nic Ci nie zrobie.- całował moją szyje.-Będziesz grzeczna i się pogodzimy?-spytał kręcąc kółka na moim brzuchu. Czułam, że moje siły opadają i nie dam rady walczyć dalej o swoje. Moja determinacja wybuchła jak bomba w moim wnętrzu, a ja nie mogłam nic na to poradzić. Byłam słaba i nie potrafiła trzymaj swojego słowa przy sobie. Byłam całkowicie krucha jak teraz. Nie nawidziłam mężczyzn za to jacy brutalni potrafią być, wtedy w mojej głowie pojawiło się wspomnienie...

-Gdzie jesteś kurwa!- kryknął mój zapity ojciec chwiejąc się w drzwiach od kuchni.
-Spokojnie!-powiedziała moja mama próbując uspkoić ojca. On tylko nachylił się nad mamą i z całej siły uderzył ją z liścia w twarz. 
-Suka!-wrzasnął. Podbiegłam do mamy próbując ją podnieść.
-Spieprzaj z tą!- krzyknęłam na niego. Miała piętnaście lat, ale nikt mi nie powie, że nie znam życia. Życie z pijakiem od urodzenia. To szczęście, że przeżyłam do tego wieku. 
-Jesteś taką samą suką jak ona!- wrzasnął podnosząc mnie do góry. 
-Zostaw mnie! - krzyczałam zasłaniając twarz, a on uderzał mnie w plecy paskiem. 

W moich oczach pojawiły się łzy. Spływały po moich policzkach wodospadem. Justin obrucił mnie twarzą w stronę swojego ciała. Nie wytrzymałam, wtuliłam się w niego wbijając paznokcje w jego skórę na placach. Moczyłam jego koszulkę swoimi łzami, ale on nic nie powiedział trzymał mnie w swoich ramionach, który były jedyną podporą, która trzymała mnie na nogach. Gdyby nie jego silne ramiona dawno leżała bym na ziemi płacząc.
-Ciii.- Justin mówił uspokajającym głosem głaszcząc moje plecy. Poczułam, że porusza się do tyły spojrzałam na niego, a on tylko posłał mi uspokajający uśmiech. Nie wiem czemu, ale czułam się winna. Winna, ze widział moje łzy i musiał tu siedzieć ze mną.
-Justin?-spytałam trochę uspokojona ryzując palcem wyimaginowane wzory na jego ręce.
-Hymm.- ruszył delikatnie głową, aby na mnie spojrzeć.
-Przepraszam.- szepnęłam w zgięcie jego szyi,a on tylko wweschnął.
-To ja powinnienem Cię przeprosić za to, że traktowałem Cię jak laskę do ruchania. Nigdy nie myślałem o tobie w taki sposób. Wiadomo miałwm swoje erotyczne fan...- przerwałam mu.
-Justin proszę.- weschnęłam, a on kontynuował.
-Chce, żebyś wiedziałe, że jesteś inna niż wszystkie... Wyjątkowa...Dlatego.. Jesteś tylko moja.- powiedział, a ja zamarłam wpatrując się w jego czekoladowe oczy.






******
Hej kochani oto kolejny rozdział myślę, że wam się spodoba. Od razu z góry znów przepraszam za jakiekolwiek błedy, ale rozdział znów był pisany na telefonie.
Jutro spróbuje wszystko poprawić i dodać ten i 6 rozdział do zakładni chapters.
Miłego czytania :)
P.S: LICZĘ NA KOMENTARZE!






















niedziela, 1 lutego 2015

6. Night party with girls.

MELANIE POV*
Mama stała patrząc to na mnie to na Justina. Ona to zawsze ma wyczucie, kiedy wrócić. A mój wygląd nie poprawiał naszego położenia. Wyglądało to co najmniej jakbyśmy wzięli razem prysznic, a potem robili te wszystkie erotyczne upodobania Justina.
-Proszę pani to na prawdę nie tak jak to wyglądało.-cisze między nami przerwa Justin zakładając swoją bluzkę, którą wcześniej zrzucił z siebie, kiedy...umm..chciał się na mnie "położyć".
-Na prawdę mamo. Justin przyszedł tylko pogadać, a ja brałam prysznic... My nic nie robiliśmy...- próbowałam przekonać mamę, że to wszystko to tylko jedno wielkie nie porozumienie. Za każdym razem czułam na sobie paląco spojrzenie mojej rodzicieli, a ciężka atmosfera wokół nas nie dawała spokoju. Czasami czułam się jak w kiepsko wyreżyserowanym filmie. Zły scenariusz, złe kwestie i źle dobrani aktorzy. Całe moje życie składało się z jednego wielkiego źle napisanego scenariusza, ale co mogłam zrobić? Nic. Dosłownie mogłam czekać tylko na mojego reżysera, który zrobi w nim wielkie poprawki.
Mama wypuściła głośno powietrze.
-Nie jesteście małymi dziećmi. Nie musisz mnie okłamywać kochanie. - otworzyłam szeroko usta. Nie wierze, że te słowa wyszły z ust mojej mamy. Nie znałam jej z takiej strony, a raczej od sytuacji, która miała miejsce parę dni temu zdałam sobie sprawę, że wcale nie znam dobrze mojej mamy. Każdego wieczoru, kiedy kładę się spać mam przed oczami scenę z paru dni. Wtedy czułam się na prawdę źle. Widziałam moja mamę w stanie, w którym nigdy nie powinnam jej zastać. Była przepełniona furią, a jej oczy były puste. Jakby wcale nie miała w sobie emocji. Jakby wszystko z niej wypłynęło. Nie była wtedy tą kobietą, którą wydawało mi się, że znam. Była zupełnie mi obca. Próbowałam z nią o tym porozmawiać, ale zawsze zmieniał temat na inny.
Kobieta weszła do kuchni zostawiając w pokoju dziwne uczucie. Spojrzałam na chłopaka, który jak zawsze cwaniacko się uśmiechał. Obrócił głowę w moją stronę.
-Upiekło nam się. - włożył ręce do kieszeni pozwalając tylko swoim kciukom wystawać. -Wiesz... Myślałem, ze twoja mama da nam długi nie kończący się wykład, a tu proszę...- pokiwał tylko głową w dziwny sposób, którego nie rozumiałam, ale szczerze mówiąc, wielu rzeczy w nim nie rozumiałam. Za pewne był typem chłopaka, których jest dużo w naszej szkole. "Zalicz dziewczynę, a zyskasz szacunek"... Pewnie takie motto nim kierowało, ale ja nie jestem głupia. Nie dam się zbliżyć mu do mnie w ten znaczący sposób nawet na jeden centymetr. Nie dam się zrobić w balona jak większość dziewczyn, które oczarował uśmiechem, gadkom czy czymś innym.Nie będę kolejną blond laleczką Barbie, którą ma ochotę zaliczyć. Muszę być silna.
-Hallo ziemia do Madison! - blondyn pomachał ręką przed moją twarzą, a ja zdałam sobie sprawę, że przez cały ten czas on do mnie coś mówił.
-Um.. Zamyśliłam się trochę. - posłałam mu słaby uśmiech. Justin tylko kiwnął głową w zrozumieniu. Nagle między nami zapadła ciężka cisza. Nawet tykanie zegara w innym pokoju było tak głośne, że można było je słyszeć w salonie.
-Może powinienem już pójść. - powiedział blondyn stojący na przeciw mnie. Kiwnęłam tylko głową. Nie mówiłam nic. Nawet nie wydawało mi się, żeby chciała coś powiedzieć.
Podeszliśmy do drzwi. Sylwetka blondyna zniknęła w ciemnościach klatki schodowej. Zamknęłam drzwi i ruszyłam przed siebie. Otworzyłam stare obdarte z farby drzwi do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Pomieszczenie w którym się znajdowałam nie było za duże. Stało tam tylko łóżko, biurko, komoda i mały regał. W sumie nie potrzebowałam nic większego, bo w sumie nie miałam ogromnej ilości ciuchów czy też nie wiadomo ilu rzeczy. To pomieszczenie wystarczało mi w zupełności.
Rozglądałam się po pustych białych ścianach zdając sobie sprawę z tego, że nigdy nie zawisną tu jakiekolwiek zdjęcia ze znajomymi czy rodziną. Przecież wiecznie będziemy się przeprowadzać i nie będzie miało to sensu, aby na rok czy dwa wieszać tu zdjęcia. Potem było by mi ciężko je ściągać.
Nawet nie wiem, kiedy położyłam się na łóżku i odpłynęłam.
***


Podniosłam się z poduszki i przetarłam zaspane oczy. Spojrzałam na zegarek, który wisiał nad biurkiem. 6:45. Zaspałam. Szybko wyszłam spod kołdry i ubrałam się w jakiekolwiek ubrania. Nie miałam na nic czasu. Założyłam szybko czarne trampki. Wbiegłam do kuchni i złapałam jedną z kanapek, którą zrobiła moja mama. Pocałowałam ją w policzek i wybiegłam z mieszkania. Biegłam ile sił w nogach, ale jedyne co mogłam zauważyć to tylko tył od odjeżdżającego autobusu.
-Cholera.-zaklęłam pod nosem idą w kierunku szkoły. Było zimno. A ja miałam na sobie tylko cienką kurtkę i niskie trampki.
Szłam przez dzielnice na której mieszkałam i mówiąc szczerze nienawidzę jej. Mieszkają tu tacy ludzie, że aż strach wychodzić z mieszkania. Prostytutki stoją na większości zakrętów, a mężczyźni tylko wykrzykują jakieś obrzydliwe rzeczy. Szłam jak najszybciej mogłam byle tylko żaden z tych gości mnie nie zaczepił i nie poprosił o jakieś świństwa.

Nie było mowy o tym, abym zdążyła na pierwszą lekcje. Przemknęłam obok ludzi ze szkoły i dotarłam z trudem do swojej szafki.
-Cześć.- wzdrygnęłam się łapiąc się za klatkę piersiową.
-Rose! Zawału bym dostało... Nie skradaj się więcej.- skarciłam ją spojrzeniem i wyciągnęłam książki od fizyki.
-Nie bądź taka przewrażliwiona. - machnęła ręką poprawiając przy tym ramiączko od torebki. Rose była prześliczna miała duże niebieskie oczy, piękne długie karmelowe włosy oraz idealną figurę. Chciałabym wyglądać trochę jak ona.
-Nie jestem. Po prostu mnie przestraszyłaś.- zamknęłam szafkę i ruszyłam przed siebie zostawiając niebiesko okom z tyłu za sobą. Szybko mnie dogoniła co nie musiało być łatwe, gdyż na nogach miała co najmniej osiemnastu centymetrowe szpilki.
-Dzisiaj robię piżama party może wpadniesz?- powiedziała zarzucając swoje idealnie proste włosy do tyłu.
-Nie mam ochoty siedzieć z jakimiś laseczkami i gadać o torsie chłopaków. Nie kręci mnie to.- wzruszyłam ramionami i szłam dalej przed siebie.
-Będę tylko ja, ty, Selena i Katy. Nikt więcej. - podniosła dwa palce ku górze, a prawą rękę położyła na piersi.- Przysięgam.- czułam, że bardzo chce, aby była na tej "imprezie". Iskierki iskrzyły z jej niebieskich oczu, a ja tylko westchnęłam. Rose rzuciła mi się na szyje przytulając mnie mocno.
-Dzięki, dzięki, dzięki! - piszczała w zagięcie mojej szyi. -Nie pożałujesz tego.- Rose przytuliła mnie jeszcze raz i czmychnęła przed siebie. Wtedy usłyszałam dzwonek na lekcje i ruszyłam w stronę klasy.

Fizyka nie była w sumie taka zła. Jednak i tak się na niej nie skupiłam. Nie wiem co bym miała robić na tej imprezie w Rose. Na pewno laski będą mówić o chłopakach z naszej drużyny koszykarskiej, a ja nawet nie mam ochoty o nich gadać. Nie wiem czemu może jestem inna. Po prostu nie kręcą mnie takie tematy. Z przemyśleć obudził mnie dźwięk dzwonka sygnalizujący przerwę. Akurat teraz był lunch, a ja umierałam z głodu więc cieszyłam się jak nigdy.
Szłam swoim tempem w stronę stołówki. Jeszcze wiele osób patrzyło na mnie dziwnie, ale zdołałam się przyzwyczaić. Weszłam do dużego pomieszczenia. I ustawiłam się w kolejce po lunch. Wyciągnęłam pieniądze z kieszeni dżinsów i czekałam na swoją kolej. Wzięłam czerwoną tace z kupki i wzięłam sałatkę, wodę i kanapkę. Stanęłam przy kasie i zapłaciłam za posiłek. Rozglądałam się za wolną ławką, bo przecież Rose nie było jeszcze na stołówce. Wyczaiłam wolny stolik przy dużym oknie. Ruszyłam w jego kierunku, kiedy ktoś wyłonił się przede mną i całe jego jedzenie wylądowało na mnie. Stałam w szoku z otwartymi ustami i zamkniętymi oczami. Miałam na sobie makaron i sos. Otworzyłam oczy, a przede mną stał brunet. Nie widziałam go jeszcze.
-Przepraszam to był wypadek. - zaczął się tłumaczyć ściągając makaron z mojego ramienia. Nie no genialnie na pewno wyglądam teraz szałowo! Spojrzałam ze wściekłością na chłopaka i dopiero zauważyłam, że stoi za nim Justin. Uśmiechał się głupkowato, zasłaniając usta pięścią. Spojrzałam na niego złowieszczo i zmrużyłam oczy przysuwając się do niego bliżej.
-Co cię tak bawi panie Bieber? - spytałam zakładając ręce na piersi.
-Ty. Wyglądasz tragicznie.- zaśmiał się ściągając makaron z moich włosów. Zauważyłam, że na tacy ma to samo danie co właśnie ja mam we włosach. Wzięłam talerz z spaghetti i zesunęłam wszystko na jego głowę.
-Teraz i ty wyglądasz tak tragicznie jak ja.- uśmiechnęłam się triumfalnie widząc to co właśnie zrobiłam. Należało się mu.
Austin zaczął śmiać z Justina, a ten tylko wbijał wzrok w jego głowę.
-Co cię tak bawi?- podszedł do niego i wywrócił na niego talerz z ciastem. I wtedy zaczęła się wojna na jedzenie. Wszędzie fruwały sałatki,ciasta i wiele więcej. Justin przysunął mnie do siebie od tyłu.
-Masz ochotę na coś słodkiego? - spytał trzymając w lewej ręce talerz z ciastem.
-Nie zrobisz mi tego prawda? - wręcz pisnęłam wypowiadając te słowa.
-Wiesz muszę Ci oddać za spaghetti w włosach. - przysunął ciasto bliżej mnie. - Chyba, że mi coś dasz. - mogłam wyobrazić sobie ten cwaniacki uśmieszek na jego twarzy.
-Co chcesz?- spytałam wręcz błagalnie.
-Pocałuj mnie teraz.- obrócił mnie w swoją stronę opierając swoje czoło o moje. Obiecałam sobie, że będę silna, że nie dam się jego urokowi, a nagle Justin ma tak blisko swoje usta, że nie mogę powiedzieć "nie".
I wtedy nasze usta się złączyły. Czułam się jakby nic wokół nie było. Byliśmy tylko my i ten pocałunek. Ta chwila, która mogła by trwać w nie skończoność. Czułam te powalone motylki w brzuchu. Było idealnie.
-Co tu się dzieje.- głos pani dyrektor rozbrzmiał na całej stołówce, budząc w nas postrach. Justin puścił mnie odkładając talerz z ciastem na bok. -Kto to zaczął? - spytała surowo jednego ucznia. Był nim "kujon".
-Bruno Smith.- powiedział posłusznie chłopak wycierając swoje okulary. Bruno wyszedł z szeregu i posłał złowieszcze spojrzenie chłopakowi. I można było zobaczyć jak bez głośnie mówi "nie żyjesz".

Trochę zajęło mi wyjęcie resztek z włosów, ale pocieszałam się tym, że każda dziewczyna wygląda tak tragicznie. Wyszłam z toalety. Karmelowo włosa czekała na mnie przed toaletą.
-Wyglądamy tragicznie. - wyrzuciła ręce w powietrzu.
-Tak.- przyznałam spinając włosy w kucyk.- Ale nie martw się nie jesteśmy jedyne, które tak wyglądają.- wtedy obie prze ilustrowałyśmy cały korytarz i mówiąc szczerze wszystkie dziewczyny wyglądały tragicznie. Chłopacy tak samo.
-To o 20 u mnie? - spytała niebiesko oka związując włosy. Przytaknęłam i wyciągnęłam telefon z kieszeni.
-Zapisz mi w notatkach swój adres. - podałam jej telefon, a ona szybko wpisała adres.-Dzięki.- zapisałam notatkę i schowałam z powrotem telefon do kieszeni.
-Pamiętaj o piżamie.- Rose szturchnęła mnie żartobliwie w ramię i ucałowała mój policzek. Poszła przed siebie, a ja wyszłam ze szkoły.
Tym razem nie spóźniłam się na autobus. Wsiadłam do niego i zajęłam miejsce.
Podróż nie trwała jakoś długo. Wysiadłam z pojazdu i poszłam przez siebie omijając wszystkie obrzydliwe miejsca.
Weszłam do mojej kamienicy i ruszyłam na drugie piętro. Wyciągnęłam klucz z kieszeni i otworzyłam drzwi od mieszkania.
-Jestem!- krzyknęłam nie za głośno i z kuchni wyłoniła się mama.
-Hej skarbie. Zaraz będzie obiad.- jej sylwetka zniknęła za drzwiami do kuchni. Weszłam do pomieszczenia.
-Ymm... Mamo mogę iść na noc do koleżanki?- spytałam pijąc wodę z szklanki.
-Jasne.- uśmiechnęła się do mnie i wróciła do swojego zajęcia.
-Dziękuje.- przytuliłam ja z radości i poszłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam małą torbę podróżną i włożyłam do środka piżamę, ubrania na jutro, bieliznę, pasę do zębów i szczoteczkę.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni i napisałam do Rose, że będę punktualnie.
Stwierdziłam, ze mam jeszcze sporo czasu więc zrobię lekcje. Wyciągnęłam książki i pochłonęłam się w pracy domowej.
Zrobiłam pracę domową, zjadłam obiad i byłam gotowa by jechać do Rose. Zamówiłam taksówkę i czekałam na jej przyjazd.

Po trzydziestu minutach byłam na miejscu. Zadzwoniłam do drzwi i ukazałam mi się niebiesko oka dziewczyna w spiętych w koka włosach.
-Hej chodź na górę!- uścisnęła mnie i zabrała ode mnie kurtkę wieszając ją  na wieszaku. Rose zabrała mnie na górę przywitałam się z dziewczynami i zaczęłyśmy rozmawiać. To o nowych włosach i zakupach oraz oczywiście o chłopakach.
-Bo to Mel... Jesteś z Justinem?- wszystkie oczy utkwiły spojrzeniem na mnie, a ja od razu zrobiłam się różowa.
-Ymm.. Nie.-  wzięłam ciasto do buzi.
-Ale dzisiaj się całowaliście!- pisnęła Katy.
-Al...- Selena przerwała mi w połowie zdania.
-I w ogóle ciągle do ciebie przychodzi. - wszystkie westchnęły, a ja stwierdziłam, że to głupie. Wiedziałam, że jak tu przyjdę nie obejdzie się bez takich rozmów. Wstałam z swojego miejsca i spojrzałam ze złością na dziewczyny.
-Znam go pieprzone dwa tygodnie i już bym miała z nim być? Hallo? Nie jestem puszczalską dziwką jak niektóre dziewczyny z naszej szkoły! Nie mówię tu o was... Ale proszę was nie zadawajcie głupich pytać. Okey? - westchnęłam zakładając ręce na piersi. Wtedy usłyszałam klaskanie za sobą.
-Justin?!- pisnęłam, a on tylko się uśmiechnął opierając się o framugę drzwi.- Co ty tu robisz?! - spytałam jeszcze bardziej piskliwie.
-Po prostu jestem.- posłał mi uśmiech, a moje policzki stały się jeszcze bardziej różowe iż zawsze.





***
Hej dzisiaj przychodzę do was z nowym rozdziałem :) Uwaga pisany na szybko oraz na telefonie więc proszę wybaczyć mi jakiekolwiek błędy. Liczę na komentarze! 
Uwaga teraz zaczynają mi się ferie więc obiecuje, że jakieś rozdziały pokażą się na blogu. Miłej "resztki" niedzieli. 






sobota, 24 stycznia 2015

5.Don't be afraid.

JUSTIN POV*
-Czemu w ogóle miałeś wypadek?- spytała brunetka. Przecież nie mogłem jej powiedzieć: Wiesz.. Jestem dilerem i daliśmy zły towar pewnemu gościowi i chciał się na nas zemścić. A Marcus to nie mój wujek tylko szef. Austin też w tym współdziała. Pewnie gdybym ważył się tak powiedzieć Marcus zabił by mnie, a związek Austin i Rose rozpieprzył bym się. Więc zacząłem robić to w czym jestem dobry. Po prostu kłamałem.
-Wiesz... Chciałem jechać przez centrum miasta i stwierdziłem, że przez fabryki będzie szybciej...Niestety moje auto wpadło w poślizg. Tyle pamiętam.- spojrzałem na Marcusa, który uśmiechnął się na znak, że dobrze poszło mi okłamanie Mel. Austin przytulił mocniej do siebie Rose, która zachichotała w jego koszulkę. Spojrzałem na Melanie. Była zmieszana. Nie lubiłem okłamywać ludzi, ale to była konieczność.
-To miałeś dużo szczęścia, że nie masz połamanych kości.- powiedziała brunetka siadając obok mojego łóżka. Jezu uwierzyła w to na prawdę jestem niezły w kłamaniu.
-Sam się ciesze, że jestem cały.- uśmiechnąłem się do niej. Odwzajemniła mój gest.
-Gdzie on jest?-usłyszałem głos mojego ojca w korytarzu. Zamarłem kiedy zobaczyłem go zupełnie pijanego w drzwiach do mojego pokoju-Matka nie mogła przyjechać.- ledwo trzymał się na nogach. W prawej ręce trzymał butelkę po whiskey.
-Co ty w ogóle tu robisz?- odkryłem się i próbowałem wstać. Jednak Melanie podeszła do mnie i usadowiła mnie ponownie na łóżku.
-Masz nie wstawać. To Ci nie pomoże wyzdrowieć Justin.- w jej oczach widziałem troskę o moją osobę, ale nie mogłem się dać skompromitować mojemu najebanemu ojcu.
-To miłe z twojej strony, ale muszę wyprowadzić z tą tego wariata.-wstałem i podszedłem do ojca. Waliło od niego na kilometr, ale to nie była nowość w moim życiu. Przez całe moje życie widziałem go zapitego w cztery dupy i nie wiem jak mama z nim wytrzymywała. Ja na jej miejscu już dawno zostawił bym tego pijusa samego.
-Austin pomożesz mi go wyprowadzić?- skierowałem się do bruneta. Ten tylko kiwnął głową w zrozumieniu i podszedł do mnie.Chcieliśmy wsiąść mojego ojca pod ramiona, ale on zaczął się wyrywać.
-Nigdzie nie idę... Nie masz pra...pra.. prawa młodzieńcze.- mężczyzna kiwał się na nogach i nagle upad. Podniosłem go na nogi. Zawsze było tak samo. Był zapity i robił mamie pośmiewisko... Kurwa by mógł się opamiętać. Mam dosyć życia z nim pod jednym dachem, ale nie mogę zostawić mamy nie poradziła by sobie. Ma duży dług wobec banku, który oczywiście ojciec na nas zesłał, ale wiadomo mama musiała wszystko oddać, bo ten pijak nie pracował. Zacisnąłem pięście, kiedy na niego spojrzałem. Teraz dopiero poczułem jak moja mama czuła się z tym debilem. Czuła się upokorzona tak jak ja teraz. Melanie paczyła na mnie z współczuciem. Mercus tylko kiwał głową na zachowanie mojego ojca, a Rose stała obok Mel.
-Wstawaj durniu i wypieprzaj z tond!Jebany skurwielu.- pociągnąłem go do góry za kurtkę i wyrzuciłem przez drzwi zatrzaskując je za nim. Byłem wkurwiony jak nigdy. Uderzyłem pięścią w ścianę zostawiając dziurę w niej. Pożałowałem tego od razu moje knykcie były całe w krwi i piekły. Spojrzałem na osoby, które wstały w pomieszczeniu. Po ich mimikach twarzy mogłem zobaczyć, że są przerażone.
-Justin.-powiedział cicho głos za mną. Obróciłem się i zobaczyłem niską brunetkę.
-Mama?!-spytałem jakbym nie widział jej z piętnaście lat. Kobieta miała zakryte usta ręką, a z oczu płynęły jej łzy. W tym momencie załamałem ręce. Kobieta podeszła do mnie nic nie mówiąc tylko wtulając się we mnie. Zrobiła to tak szybko, że nie wiem kiedy sam przycisnąłem ją do siebie.
-Cii spokojnie.- głaskałem ją po plecach. Melanie i Rose wyszły z pomieszczenia to samo zrobił Marcus i Austin.

***
Rozmawiałem z mamą o wielu sprawach i jak w ogóle doszło do wypadku. Przesz dłuższy czas płakał i przepraszała mnie, że mamy takie życie, a nie inne. Serce mi się zaciskało, kiedy na nią patrzałem w takim stanie. Była zmęczona pracowała dziesięć godzin i za każdym razem każda wypłata była ściągana przez bank. Kiedy miałem szesnaście lat stwierdziłem, że muszę pomóc mamie wtedy poznałem Marcusa. Kręcił się wokół naszej szkoły już wtedy wiedziałem, że jest tym kim jest teraz. Dilerem. Potem Austin potrzebował pracy więc go wkręciłem do Marcusa. Od tamtej pory jesteśmy "perełkami" Marcusa. W sumie on tak uważał, jednak ja tylko chciałem wykonać dobrze robotę i mieć pieniądze dla nas. Dla mnie i dla mamy, ojciec się nie liczył. Był wyrzutkiem społeczeństwa, a dla mnie nie był nawet ojcem. Był nikim. Pamiętam, że kiedyś wróciłem ze szkoły, a on pobił mamę. Była w takim stanie, że przewieźli ją na OIOM. Wtedy czuwałem przy jej łóżku przez dwa dni, a co robił ten śmieć? Chlał z koleżkami pod barem. Kiedyś widziałem go w klubie go-go i wolałem nie mówić mamie o tym, że przespał się z jakąś "Nasty" to by ją zabiło. 
Mama zasypiała na siedzącą. 
-Mamo jedź do domu wyśpij się porozmawiamy jutro.- próbowałem ją zmotywować, żeby zajęła się sobą.
-Synku jest okey. Nie musisz się tak martwić. Ważne jest teraz dla mnie tylko twoje zdrowie.- położyła rękę na moim policzku kręcą przy tym kółka swoim kciukiem. Mama wstała z miejsca i pocałowała mnie w czoło.
-Do jutra.- uśmiechnęła się co sprawiło, że odwzajemniłem ten gest. Wyszła z pomieszczenia wtedy zauważyłem zgrabną brunetkę w wejściu. 
-Proszę nic nie mów.- opadłem na poduszkę przeczesując włosy ręką. Melanie usiadła na mnie rozkrokiem co mnie zdziwiło. Zbyt pewna siebie- podpowiedział mi mózg. Uśmiechnąłem się zadziornie i podniosłem się do pozycji siedzącej. 
-Jesteś niegrzeczny.- powiedziała uderzając mnie w klatkę pięścią. 
-Auć.- zaśmiałem się. Brunetka zeszła ze mnie i stanęła obok łóżka. 
-Muszę już iść. Zobaczymy się jak wyjdziesz?- spytała pocierając moje ranne knykcie. 
-Jasne.- Melanie zostawiła całusa na moim policzku i wyszła z sali machając do mnie za drzwi. Po tym weszła Rose i też się ze mną pożegnała. Teraz zostałem tylko ja, Austin i Marcus. Austin usiadł na moim łóżka, a Marcus obok mojego łóżka. 
-Stary tyle brakowało, aby się wydało.- pokazał palce między którymi była maleńka przestrzeń. Zaśmiałem się na widok tego gestu. 
-Justin to nie śmieszne jeszcze trochę, a wylądował byś na OIOM'ie z połamanymi kościami. To jakiś cud, że nic Ci nie jest.-Marcus wstał i zaczął chodzić od ściany do ściany, jakby coś wymyślał. 
-Spokojnie jestem cały. Po wyjściu ze szpitala wrócę do roboty.- machnąłem ręką biorąc mój telefon z małej szafki obok łóżka. 
-Jesteś popierdolony!-stwierdził Austin.-Stary po wypadku musisz odpoczywać, a nie. I co wrócić do pracy i znów wylądujesz w szpitalu? Kurwa!- darł się na mnie. 
-Austin ma rację.- przyznał Marcus.- Po wyjściu ze szpitala będziesz się regenerować w domu to zbyt niebezpieczne, abyś od razu wrócił do pracy.-stwierdził. 

***
Byłem już od jakiś pięciu dni w domu i roznosiło mnie. Zawsze miałem coś do roboty, a teraz byłem tylko w domu i pomagałem mamie. Kłóciłem się z ojcem. Czasami grałem na gitarze, bo to mnie uspokajało. 
W końcu zdecydowałam się zadzwonić do Melanie.
-Halo?-odezwał się delikatny głos w słuchawce.
-Spotkamy się?- nie mogłem przedłużać tej rozmowy musiałem się z kimś spotkać. Wariowałem już w tym domu. 
-U mnie? Czy u ciebie?-spytała.- Znaczy wiesz...yyymm... O co chodzi.-zachichotała do słuchawki.
-U ciebie. U mnie by się nie dało. Będę u ciebie jakoś o 19 okey?-założyłem bluzę na siebie przenosząc telefon do drugiej ręki.
-Dziękuje, że dajesz mi czas bym się naszykowała, bo wyglądam jak gówno.- zaśmiałem się zakładając buty. Czasami była taka głupiutka. 
-Jasne jasne. Do później.- usłyszałem tylko krótkie "pa" i się rozłączyłem. Zbiegłem po schodach na dół. Wziąłem kluczki z małej szafeczki obok drzwi i wyszedłem. 
Po jakiś dwudziestu minutach stałem już pod kamienicą Melanie. Wysiadłem z samochodu i zamknąłem go na kluczyk. Wszedłem do kamienicy i wybrałem numer mieszkania brunetki na panelu przed drzwiami. 
-Proszę.- powiedziała. Złapałem za klamkę od drzwi i wszedłem do środka. Wbiegłem na drugie piętro i zapukałam do drzwi. Brunetka miała na sobie tylko długą podkoszulkę i mokre włosy. Uśmiechnąłem się zadziornie i wszedłem do mieszkania. Melanie miała czerwone policzki. Pewnie myślała, że będę trochę później. Stała przede mną piękna brunetką z mokrymi włosami w samej koszulce. Podszedłem do niej i pocałowałem jej szyję i chyba zostawiłem pocałunek w jej czułym miejscu bo cicho jęknęła. Jedną ręką trzymałem jej talię przy sobie, a drugą włożyłem jej pod bluzkę.
-Justin.-pisnęła łapiąc za moją rękę pod jej bluzką.-Nie zrobisz tego. Nie pozwalam.-spięła się wbijając paznokcie w moją skórę. 
-Spokojnie.-szepnąłem do jej ucha. Idąc przed siebie. Znaleźliśmy się w salonie na kanapie. Zabrałem ręce od brunetki i zdjąłem bluzkę i t-shirt. Podniosłem delikatnie jej bluzkę do góry. Ona pociągnęła ją w dół. Nachyliłem się nad nią i ucałowałem jej czubek nosa. 
-Nie chce tego. Nawet Cię nie znam.-pisnęła i złapała za moje bicepsy chcąc się podnieść. 
-Wiem. Ale to nic takiego.- pocałowałem jej szyje na co ona wbiła swoje paznokcie w moje plecy.-Kurwa Mel.-jęknąłem w zgięcie jej szyi. 
-Zejdź ze mnie. Justin teraz.-podniosłem głowę do góry i spojrzałem w jej brązowe oczy.-Proszę.- powiedziała. Jej oczy się zaszkliły. Pocałowałem ją w usta.
-Nie skrzywdzę Cię shawty.- jej ręce delikatnie przejechały po moim brzuchu. Uśmiechnęła się. Stwierdziłem,że powinienem z niej zejść, kiedy otworzyły się drzwi frontowe. 
-Kochanie wróciłam!- wtedy do salonu weszła jej mama.
-To nie tak.- podnieśliśmy się na nogi. Melanie poprawiła swoją bluzkę.-Na prawdę.-opuściła głowę ze wstydu. A ja czułem się jak małe dziecko przyłapane na podkradaniu ciastek z kuferka.
-Właśnie widzę.-powiedziała jej mama przenosząc ciężar ciała na jedną nogę. Założyła ręce na piersi.- Chce wyjaśnień.- wymieniliśmy się spojrzeniami z Melanie. To będzie masakra. 

______________________________________________________________________________
Hej kochani :) Oto kolejny rozdział w końcu udało mi się go napisać.LICZĘ NA KOMENTARZE! 
Przepraszam jeśli są błędy i wszystko z sobą nie współgra, ale pisałam ten rozdział na szybko. 
Jednak jest chyba dłuższy od wszystkich rozdziałów, które napisałam więc mamy plus :) I jak widać cały rozdział z widzenia Justina. Myślę, że wam się spodoba.
Miłego czytania :*